Dziennik Gazeta Prawana logo

Czego się wstydzi Lech Wałęsa?

25 sierpnia 2010, 12:29
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Wałęsa Jestem nieśmiertelny
Wałęsa Jestem nieśmiertelny/Inne
Wstydzę się tego, brzydzę się tego, ale musiałem to zrobić - tak Lech Wałęsa mówi o "wojnie na górze", konflikcie wewnątrz środowiska solidarnościowych po 1990 roku. Legendarny przywódca Solidarności i były prezydent uważa, że strajki robotnicze w sierpniu 1980 r. były największym - i co najważniejsze - pokojowym zwycięstwem w historii Polski.

Wałęsa, wspominając strajki 1980 roku, przekonuje w rozmowie z PAP, że akcja ta była dobrze przemyślana. Tłumaczy, że wyciągnięto wnioski z wcześniejszych protestów i robiono wszystko, by uniknąć błędów. "Chcieliśmy się zjednoczyć, ale nie szło, rozbijano nas. Tu w sukurs przyszedł nam Ojciec Święty. Zgromadził nas w modlitwie. I tak zjednoczeni zobaczyliśmy jak nas jest dużo i daliśmy się dalej poprowadzić" - opowiada. Przyznaje, że rozważana była szersza akcja z opozycją czeską. "Były rozmowy z Vaclavem Havlem w Czechosłowacji. A więc szykowała się solidarność Europy Środkowowschodniej, gdybyśmy przegrali jeszcze raz w stoczni" - mówi Wałęsa.

Wśród powodów sukcesu były prezydent wymienia także rezygnację liderów reżimu komunistycznego. "Większość komunistów, którzy byli wtedy u władzy, studiowała na Zachodzie. Oni widzieli Zachód. Widzieli, jak tam wygląda życie i czuli, że ze swoim systemem przegrywają. Nie mieli specjalnie ochoty na jego obronę, już nie za bardzo chcieli się narażać, a my z tego skorzystaliśmy" - przyznaje.

Pytany, czy słowa "Mamy pierwsze, niezależne, samorządne związki zawodowe. Mamy prawo do strajku" były najważniejszymi słowami w jego życiu, odpowiada: "To były bardzo ważne słowa, może rzeczywiście najważniejsze. Wiedziałem jednak, że walka tak naprawdę dopiero się rozpoczęła. Wy się cieszycie, a ja się martwię - teraz to dopiero się zacznie".

Były prezydent tłumaczy się także z wywołanej na początku lat 90. "wojny na górze". "Wstydzę się tego, brzydzę się tego, ale musiałem to zrobić, bo gdyby generał Wojciech Jaruzelski został jeszcze pięć lat, to Tadeusz Mazowiecki musiałby wykonać brudną robotę i nikt by nas więcej nie wybrał do żadnego parlamentu. Po raz pierwszy przegralibyśmy w sposób demokratyczny z komunistami i to się szykowało".

Rok 1980 Wałęsa nazywa największym zwycięstwem w dziejach Polski, "pokojowym i finezyjnym". "Coś nieprawdopodobnego - mówi i dodaje: Otworzyliśmy drogę do wolności wszystkim krajom Europy Środkowowschodniej i republikom ZSRR. I nie popełniliśmy błędów Stalina, Lenina, Kim Ir Sena i Castro, tj. nie zatrzymaliśmy tej władzy dla siebie, tylko oddaliśmy ją narodowi i demokracji, przegrywając nawet siebie". 

Były prezydent przekonuje także, że w tamtej chwili nie myślał o swojej karierze, a wysoko zaprowadziło go to, że od małego nie zgadzał się na kłamstwo. "Mówiono "klasa robotnicza", a ona nie miała nic do powiedzenia. To powodowało w moim życiu cały czas kolizję, która władowała mnie w opozycję. Będąc ambitnym domagałem się wciąż swego i tak grzęzłem w tym aż do prezydentury. A wcale nie miałem na to ochoty, wcale mi się to nie podobało" - zapewnia.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj