Brak służb dyżurnych to niezamierzony efekt zmian, które miały miejsce po ostatnich wyborach. Chodzi o likwidację dawnego molocha, jakim było MSWiA, i podzielenie go na dwa resorty. – tłumaczy doświadczony urzędnik resortu.
Dodatkowo w tym samym czasie podjęto decyzję o przeprowadzce Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, które dysponowało własną służbą dyżurną. Dzięki temu, że mieściło się w gmachu dawnego MSWiA – w tzw. łączniku między częścią zajmowaną właśnie przez resort oraz Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego – na mocy specjalnej umowy spełniało te funkcje dla ministra. – wyjaśnia nasz rozmówca.
Od tamtej pory urzędnicy resortu spraw wewnętrznych, a także administracji i cyfryzacji po wyjściu z pracy nie wiedzą, co się dzieje w kraju – chyba że oglądają całodobowe telewizje informacyjne. – tłumaczy rzeczniczka prasowa MSW Małgorzata Woźniak. W komendzie głównej straży pożarnej, której podlega centrum, usłyszeliśmy, że dodatkowe zajęcie – czyli informowanie dysydentów – nie zakłóci im codziennej pracy, czyli koordynowania akcji ratowniczych. Jednak KCRiOL nie będzie przekazywać ministerstwu informacji wynikających z działalności policji i służb specjalnych. Według naszych informacji te mają trafiać od szefów poszczególnych formacji do ministra spraw wewnętrznych Jacka Cichockiego i jego zastępcy Michała Deskura.
Taki model sprawi jednak, że nie będzie jednego miejsca, gdzie informacje z różnych źródeł byłyby opracowywane i przedstawiane osobom podejmującym decyzje. Taki brak koordynacji może obniżyć sprawność reakcji. Czy sytuacja polepszy się po Euro? – mówi nam wysokiej rangi urzędnik resortu. Jeszcze bardziej zagmatwana jest sytuacja w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji, które dziś mieści się w pięciu budynkach. Minister Michał Boni dopiero będzie remontował swoją przyszłą siedzibę przy ul. Królewskiej 27. I wtedy zapadną decyzje, jak zostaną rozwiązane kwestie dotyczące monitorowania zagrożeń naturalnych, a także ataków cyberterrorystycznych.