Jarosław Gowin poleciał wczoraj do Gdańska, gdzie zorganizował specjalną konferencję prasową poświęconą sprawie domniemanej piramidy finansowej. - - mówił. Wyjaśniał, że po kontroli przeprowadzonej przez jego resort okazało się, że dwa wyroki nie były odwieszane zgodnie z prawem, bo dotyczyły wyroków popełnionych przed pierwszym skazaniem.
- mówił Gowin. W jego ocenie istnieje luka prawna, którą Marcin P. wykorzystał. Mimo że obowiązuje regulacja zakazująca zasiadania we władzach spółki osób karanych, to „sądy rejestrowe nie mają obowiązku sprawdzania i weryfikowania, czy ktoś figuruje w rejestrze karnym”.
- zapowiadał minister.
To obrót o 180 stopni wobec złożonej wiosną propozycji nowelizacji pakietu ustaw. Wtedy minister chciał zlikwidować liczne sankcje karne, m.in. za fałszowanie rachunkowości firm, pozwolić osobom karanym na zasiadanie we władzach spółek i obniżyć kary grożące za organizowanie instytucji parabankowych.
Kalendarium działań resortu gospodarki przedstawił wczoraj wicepremier Waldemar Pawlak. Okazało się, że już dwa lata temu jego urzędnicy próbowali wyegzekwować zaświadczenia o niekaralności od Marcina P., gdy ten chciał zarejestrować dom składowy. W odpowiedzi zmienił osobę prezesa - na swoją żonę - i raz jeszcze złożył wniosek. Poinformowana przez urzędników Ministerstwa Gospodarki prokuratura nie dopatrzyła się jednak przestępstwa i odmówiła wszczęcia w tej sprawie śledztwa.
Do wczoraj prokuratorzy dostali 608 zawiadomień od osób, które uważają, że zostały poszkodowane przez Amber Gold. Nowe wciąż napływają. Według ostrożnych ocen mogą one sięgnąć 120 mln zł, podczas gdy zabezpieczony dotąd majątek ma wartość ok. 10-12 mln zł. Trójmiejscy śledczy przekazali również prokuratorowi generalnemu Andrzejowi Seremetowi informacje o dotychczasowym biegu śledztwa dotyczącego Amber Gold, które było dwukrotnie zawieszane. Ruszyło z impetem dopiero po medialnych doniesieniach i zaledwie po kilkunastu dniach Marcin P. usłyszał sześć zarzutów karnych.