Tak zostałem wychowany. Jak się coś źle zrobiło, to trzeba przeprosić. Jeśli się narozrabiało na podwórko, to rodzice szli i przepraszali. Każdy z nas, wedle tego, jak został wychowany, powinien umieć przeprosić za przykrości - tłumaczy w "Faktach po Faktach" prezydent Bronisław Komorowski. Dodał też, że teraz piłeczka jest po stronie Rosji - czy Władimir Putin wyśle tylko notę dyplomatyczną, czy też zachowa się bardziej spontanicznie.

Prezydent uważa też, że za burdy na marszu odpowiadają cztery sprawy. Po pierwsze obwinia chuliganów, którzy dostali mandat polityczny do demonstrowania w tak głupi sposób swoich poglądów. Bronisława Komorowskiego zastanawia, że w marszu, który miał podkreślać patriotyzm, zaatakowano budkę polskiego policjanta. Jako żywo nie rozumiem, jak to połączyć - stwierdził. 

Drugą sprawą jest policyjne planowanie akcji, jak też sama reakcja na atak. Jego zdaniem w obu tych spraw popełniono błędy, na które trzeba zareagować. Ostatnią przyczyną burd jest zachowanie części polityków. Winą za to obarczył tych, którzy byli przez wiele lat moralnym wsparciem dla radykalnych formacji. Jest jednak zadowolony, że coraz więcej polityków odżegnuje się od wspierania narodowców. Przypomniał o lekcji historii z czasów II Rzeczpospolitej, gdy młodzi narodowcy wygryźli starą endecję.

Komorowski uważa też, że nie wystarczą surowe kary. Choć jest zwolennikiem twardej reakcji państwa na złamanie prawa, które szkodzi nam samym i Polsce na arenie międzynarodowej, to jednocześnie trzeba przedstawić młodym ludziom ofertę, która ich przyciągnie.