Wiceminister finansów od podatków w resorcie środowiska. Trochę w tym egzotyki.

Maciej Grabowski: Ministerstwo Finansów jest dobrym miejscem do obserwowania wielu aspektów życia społecznego i gospodarczego. Także tych związanych z ochroną środowiska czy gospodarką wodną. Dlatego nie czuję, by moja nominacja wzbudzała jakiś dysonans. Zresztą mam kilka ważnych doświadczeń związanych z ochroną środowiska. Byłem m.in. szefem rady nadzorczej największego zakładu utylizacyjnego w północnej Polsce, gdzie na składowisku odpadów powstała pierwsza w Polsce kopalnia metanu. Zyski podwójne: metan nie trafia do atmosfery, tylko dostarcza energię.

Wchodzi pan w niezręcznym momencie. Poprzedniego szefa resortu odwołano w trakcie szczytu klimatycznego.

Minister Korolec jest najbardziej kompetentną osobą w Polsce od spraw klimatycznych. Cieszę się, że nadal będzie się tym zajmował jako pełnomocnik rządu i sekretarz stanu w resorcie środowiska. Ja postrzegam swoją misję jako kreatywną kontynuację, a nie rewolucję. Więc nie ma mowy o niezręczności.

Nie będzie dwuwładzy?

Jeszcze przez rok Polska przewodzi negocjacjom klimatycznym do kolejnego szczytu w Limie. Na pewno w tej sprawie będę przez ministra Korolca odciążony. Sprzeczności między moją funkcją a zadaniami pełnomocnika rządu do spraw klimatu nie widzę.

Jak chce pan kreatywnie rozwijać politykę poprzednika?

Moje priorytety to głównie przyspieszenie wydobycia gazu z łupków i uporządkowanie gospodarki wodnej. Temu teraz poświęcę najwięcej czasu.

Projekt ustawy łupkowej nie może trafić na posiedzenie rządu z powodu sporu między resortami środowiska i skarbu. Jest pomysł na przecięcie tego sporu?

Wniosę autopoprawki do projektu tej ustawy. Wydaje mi się, że można osiągnąć cele związane ze środowiskiem, łącząc je z gospodarczymi w bardziej przyjazny dla inwestorów sposób. Takich rozwiązań będę poszukiwał i je promował w dialogu z zainteresowanymi stronami.

Jak będą wyglądały te zmiany?

Na razie mogę powiedzieć o intencji, na szczegóły trzeba poczekać. Celem jest to, by ustawa z autopoprawkami trafiła pod obrady rządu jeszcze w tym roku. Potem jej uchwalenie będzie zależało od parlamentu. Chcemy, by prawo ułatwiające inwestycje w łupki weszło jak najszybciej, by ograniczyć potencjalne ryzyko dla inwestorów.

Z ustawy wyłączono przepisy opodatkowania łupków, ma je przygotować resort finansów. Pan włączy je do projektu?

Nie. Projekt jest tak zaawansowany, że nie ma sensu, to opóźniłoby cały proces. Ale będę zabiegał, by jeszcze na tym etapie oba projekty były dyskutowane z potencjalnymi inwestorami, którzy muszą wyłożyć setki milionów złotych na poszukiwania.

Jednym z przedmiotów sporu jest to, kto ma kontrolować narodowego operatora kopalin, państwową firmę, która ma być współwłaścicielem każdej koncesji. Ustąpi pan?

Będę rozmawiał ze wszystkimi stronami. Na tej podstawie podejmę decyzję.

Nie boi się pan, że europarlament wybrany w przyszłorocznych wyborach będzie bardziej zielony, czyli antyłupkowy, niż obecny?

Będziemy prowadzili dyskusję na ten temat zarówno w Radzie Europejskiej, jak i w parlamencie. Wiem, co się dzieje w Brukseli, pewne obawy są uzasadnione. Jeśli będzie potrzeba, będziemy działać w jednoznaczny sposób na wielu frontach i tworzyć koalicje wokół naszego stanowiska.

Jednoznaczny – to znaczy będziemy je blokować?

Dlatego mówię o tworzeniu koalicji. Są w Unii kraje, które tak jak my chcą rozkręcić wydobycie łupków, np. Wielka Brytania.

Kiedy proces wydobycia łupków w Polsce stanie się tak zaawansowany, że nie będzie go można zatrzymać?

Żeby myśleć o przemysłowym wydobyciu, odwiertów poszukiwawczych powinno być 3–4 razy więcej niż dziś. Trzeba tworzyć ku temu warunki, także regulacyjne. 200 do 250 odwiertów pozwoli się przekonać, czy wydobycie przemysłowe jest realne. Wtedy przyjdzie czas stawiania bardzo konkretnych celów.

Jak powinien korzystać z łupkowych pieniędzy budżet?

To dzielenie skóry na niedźwiedziu. Ale mamy przykłady krajów, w których podobne bogactwa były przyczyną kłopotów. Miały one np. negatywne doświadczenia z aprecjacją waluty, co osłabiało resztę gospodarki. Zabezpieczeniami są fundusze, które mogą gromadzić nadwyżkę. Ale to perspektywa odległa i w scenariuszu optymistycznym.

A kolejny priorytet?

Zrobimy przegląd funkcjonowania ustawy śmieciowej. Mamy pierwsze doświadczenia i widać, że niektóre rozwiązania uwierają. Przedłożymy propozycje uzupełniających rozwiązań.

Co nie działa?

Deklaracje zbierane w ramach spółdzielni czy wspólnot mieszkaniowych. Niepotrzebnie komplikują system, a ich zmiana nie wywróci koncepcji. Nie chcę robić rewolucji, ale parę kwestii skorygować, lecz do tego potrzeba trochę czasu. Jeśli o przygotowaniu prawa łupkowego mówiłem w tygodniach, to tu chodzi o miesiące.

Zmieni pan sposób ustalania opłat śmieciowych?

Tu wiele zależy od doświadczeń gmin, ale w tej chwili za wcześnie na deklaracje.

Ureguluje pan kwestie dzikich wysypisk czy oszustw popełnianych przez niektóre firmy?

To jeden z przykładów pokazujących konieczność przeglądu. Lepiej powinna działać inspekcja ochrony środowiska. Ale nie mam jeszcze jasności, czy to problem natury administracyjnej wynikający ze zbyt słabego nadzoru inspekcji, czy regulacyjny związany z samą ustawą i tym, jak zawierane są umowy z firmami śmieciowymi.

A kwestie prawa wodnego?

To mój trzeci priorytet. Także pilny, trzeba prace nad nim prowadzić równolegle z przeglądem śmieciowym. Zwłaszcza że jesteśmy w niedoczasie, jeśli chodzi o implementację dyrektyw. Mogą być różne zdania na temat tych regulacji, bo to prawo nakłada rozmaite obowiązki. Musimy się jednak spieszyć, by nie płacić kar.

Będą opłaty za korzystanie z wody?

Na razie nie odpowiem.

Co z ustawą o OZE? Dotąd resort środowiska trzymał się z boku.

Ustawę prowadzi resort gospodarki, ale resort środowiska włączy się aktywnie w prace.

Wymienił pan trzy priorytety: prawo łupkowe, śmieciowe i wodne. A co z ochroną środowiska?

Te kwestie są w dużej części uregulowane. Mam sygnały, że w niektórych przypadkach inwestycje są wstrzymywane lub wydłużane z powodu procedur związanych z uzyskaniem oceny oddziaływania na środowisko. Ale nie sądzę, że niezbędne są zmiany legislacyjne. To może być kwestia działania regionalnych dyrekcji ochrony środowiska.