Dziennik Gazeta Prawana logo

Podsłuchy w knajpach od lat straszą polityków i... dobijają restauracje

27 czerwca 2014, 12:02
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Podsłuchy w knajpach od lat straszą polityków i... dobijają restauracje
Shutterstock
Studia nagrań - tak światek polityki mówi o kolejnych eleganckich warszawskich restauracjach, co do których istnieje podejrzenie, że i w nich politycy też mogli być podsłuchiwani. Plotki o nagrywaniu prywatnych spotkań posłów czy ministrów krążą po stolicy od wielu lat.

Nieoficjalnie mówi się o "Osterii", "Winosferze" i "Thai thai", czyli miejscach nie tylko popularnych w sferach politycznych, ale powiązanych z Łukaszem N. choćby zatrudniających jego znajomych.

- opowiada nam paparazzi od lat obsługujący tego typu zlecenia. - - dodaje fotograf.

I rzeczywiście nasi rządzący do tej pory wcale jakoś specjalnie nie pilnowali się z kim, gdzie i jakie tematy omawiają. Tak było choćby z Jarosławem Gowinem, który jeszcze jako minister sprawiedliwości regularnie chadzał na obiady do restauracji znajdującej się tuż przy jednej z ambasad i rozprawiał w niej razem ze współpracownikami między inny z wiceministrem Michałem Królikowskim o właśnie przeprowadzanej deregulacji zawodów prawniczych.

Czytaj więcej: Kawa w Pędzącym Króliku, obiad u Sowy i Przyjaciół, impreza w Enklawie. Aferalna MAPA Warszawy>>>

Regularnie też dziennikarze przyłapywali Radka Sikorskiego, Elżbietę Bieńkowską czy Sławomira Nowaka na kolejnych restauracyjnych spotkaniach, zazwyczaj oczywiście połączonych z podwiezieniem przez rządowego szofera, który przez cały posiłek czeka na szefa pod knajpą. Co i raz przy okazji jakichś poważniejszych rozmów w knajpach ktoś półżartem rzucał: . - - dodaje PRowiec, od lat współpracujący z politykami ze sfer rządzących.

Jeszcze na początku lat 90. dosyć oczywiste było, ze w takich miejscach jak mokotowska kawiarnia Mozaika, "Pod Żubrem" przy siedzibie SLD na Rozbrat czy restauracja w Hotelu Victoria nie są najbezpieczniejszymi miejscami do poważnych rozmów. Ale i później już w czasach większej konkurencji na restauracyjnym rynku wszelkie plotki o ewentualnych podsłuchach dla knajp, które odwiedzali politycy zawsze kończyły się źle.

Nieoficjalnie mówi się, że właśnie takie podejrzenie stało za nagłym odwrotem zainteresowania od, przez lata przecież niezwykle popularnej wśród polityków PO, orientalnej restauracji "Lemongrass", położonej tuż obok Sejmu. Ten lokal należący do Andrzeja Kisielińskiego, działał pięć lat, od 2006 roku i szybko zyskał sławę ulubionej miejscówki Platformy. To tam jej wierchuszka nawet świętowała w 2011 roku zwycięstwo w wyborach parlamentarnych a w 2008 roku Janusz Palikot podobno też tam rozpoczął poszukiwanie świńskiego łba, który potem zaniósł do telewizji. W poszukiwaniach mieli mu nawet pomagać kelnerzy z tej restauracji. Bywali w niej regularnie Donald Tusk, Bronisław Komorowski, Radek Sikorski. Mimo to, kiedy rozeszły się słuchy, że nie jest tak dyskretna jakby sobie życzyli politycy szybko jej popularność spadła, a knajpa zwinęła się.

Podobny los spotkał też inną niezwykle popularną kilka lat temu wśród polityków, elegancją restaurację "Biblioteka" położoną w budynku nowej biblioteki UW na Powiślu. "Biblioteka" należała do krakowskiego rodu Likusów, znanego z najlepszych w Polsce restauracji i hoteli. Nic dziwnego więc, że polityków do niej ciągnęło. We wrześniu 2007 roku ówcześnie poseł PO Janusz Palikot zorganizował w niej imprezę, by pochwalić się swoim niedawno urodzonym synem Franciszkiem. Na tym politycznym pępkowym bawiła się cała czołówka PO: Grzegorz Schetyna, Mirosław Drzewiecki, Paweł Graś, Bogdan Zdrojewski oraz ówcześnie wicemarszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Prym podobno wiodła prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz, która zabawiała całe towarzystwo. Jednak jak opisywał wtedy "Superexpress" zabawa skończyła się dosyć szybko gdy tuż przed północą pojawił się Donald Tusk i po krótkiej rozmowie z Gronkiewicz-Waltz niemal wszyscy opuścili lokal. Wyglądało na to, że obawiają się, że są podsłuchiwani albo podglądani.

Dwa miesiące później właśnie w "Bibliotece" odbyło się spotkanie ówczesnego wiceministra zdrowia Bolesława Piechy z PiS z przedstawicielami farmaceutycznego giganta Servier. Po rozmowie, w niejasnych okolicznościach na liście leków refundowanych znalazła się produkowana przez koncern Iwabradyna. A to spotkanie i zmianę na liście leków, w dawnym "Dzienniku", opisał Piotr Nisztor, czyli ten sam dziennikarz, który skontaktował też redakcję Wprost z posiadaczem obecnych taśm. Ostatecznie prokuraturze nie udało się zebrać dowodów na korupcję i śledztwo po trzech latach umorzono, ale w międzyczasie "Biblioteka" podobnie jak i "Lemongrass" zniknęła.

Wciąż funkcjonuje za to bar na 40 piętrze hotelu Marriot. To w drodze do niego hotelowy monitoring nagrał w 2007 roku szefa MSW Janusza Kaczmarka, który - według prokuratury - miał spotykać się z Ryszardem Krauze i uprzedzić go, że wobec Andrzeja Leppera przeprowadzana jest prowokacja dotycząca łapówek za odrolnienie działek gruntowych. Nie ma się wiec co dziwić, że tamtej pory jednak i to miejsce straciło na popularności wśród sfer politycznych.

Więcej o tym, jak robi się politykę w restauracjach, przeczytasz w artykule Sylwii Czubkowskiej w elektronicznej wersji Magazynu DGP >>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj