Do 1 lipca tego roku liczba więźniów „na elektronicznej smyczy” systematycznie rosła. Jednak od momentu zmian w przepisach, które weszły z tą datą, system dozoru elektronicznego (SDE) gwałtownie się załamał. Wówczas to przestała obowiązywać ustawa o wykonywaniu kary pozbawienia wolności poza zakładem karnym w systemie dozoru elektronicznego (Dz.U. z 2007 r. nr 191, poz. 1366), a regulacje dotyczące tej formy kary przeniesiono do kodeksu karnego. Podstawowa różnica pomiędzy starymi a nowymi przepisami polegała na tym, że o ile wcześniej elektroniczna bransoleta była alternatywą dla kary pozbawienia wolności, o tyle po 1 lipca dozór był jedną z form kary ograniczenia wolności. Innymi słowy, coś, co było alternatywą dla więzienia, dziś jest alternatywą dla prac społecznie użytecznych czy potrącania do jednej czwartej wynagrodzenia na cel społeczny.

Zmiana na gorsze

Po wprowadzeniu zmian – od lipca do grudnia – sądy orzekły wykonanie kary ograniczenia wolności w SDE jedynie 58 razy. – Wcześniej systemem obejmowano po tysiąc osób miesięcznie. Dlatego jak najszybciej trzeba wrócić do poprzednich rozwiązań. Odpowiedni projekt w tej sprawie będzie gotowy na początku roku – mówi DGP Patryk Jaki, wiceminister sprawiedliwości. Nie zdradza jeszcze szczegółów, ale przyznaje, że głównym elementem nowelizacji będzie przywrócenie możliwości odbywania kary pozbawienia wolności w systemie dozoru elektronicznego.
Zaniepokojony spadającą liczbą skazanych objętych SDE o zmiany w prawie apelował pod koniec listopada Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich. – Zamiast likwidować (odbywanie kary pozbawienia wolności w SDE – red.), należałoby rozszerzyć możliwość stosowania SDE wobec osadzonych skazanych na krótkoterminowe kary pozbawienia wolności. SDE mógłby funkcjonować jako forma kontroli zachowania skazanych lub być stosowany w ramach ich przygotowania do opuszczenia jednostki penitencjarnej (np. podczas udzielanych przepustek, wykonywania pracy poza terenem zakładu karnego, nauczania) – pisał RPO.
Reklama
Jak twierdzi prof. Stefan Lelental z Uniwersytetu Łódzkiego, zmniejszenie liczby skazanych objętych kontrolą elektroniczną wynika też z tego, że orzekaniem kary w tej formie zajmują się inni sędziowie.
– Dziś robią to sędziowie karni w sądach rejonowych, a za wykonanie wyroku odpowiadają wydziały wykonawcze w tych sądach. Orzeczenie kary w warunkach dozoru elektronicznego oznacza dokładanie pracy kolegom z sekcji wykonawczej. Takie prozaiczne przyczyny też należy brać pod uwagę – uważa prof. Lelental.

Nierzetelne porównania

Innego zdania jest sędzia Barbara Zawisza ze Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. – Nie sądzę, by miało to jakieś znaczenie. Orzekając w danej sprawie, patrzy się przede wszystkim na to, by wyrok był sprawiedliwy, a kara adekwatna, a nie czy kolega z innego wydziału będzie miał w związku z wykonaniem wyroku więcej pracy czy mniej – twierdzi sędzia Zawisza. Nie jest też przekonana o tym, że szybka nowelizacja prawa jest potrzebna. – Pół roku to za wcześnie, by miarodajnie ocenić zmianę przepisów dotyczących dozoru elektronicznego. Kodeks karny to nie jakaś tam ustawa, dlatego najgorsze, co może być, to szybkie i nieprzemyślane zmiany – dodaje.
Do tej pory rozwój SDE był dla polskiego wymiaru sprawiedliwości powodem do dumy, także pod względem finansowym. W Ministerstwie Sprawiedliwości wielokrotnie gościły delegacje z innych państw, które podpatrywały wprowadzone w Polsce rozwiązania. Jak podkreśla gen. Paweł Nasiłowski, pełnomocnik MS do spraw SDE, system jest tak skonstruowany, że płaci się tylko za osobodobę skazanych faktycznie objętych kontrolą elektroniczną.
– Koszt to 10,86 zł, czyli średnio 331 zł miesięcznie – wylicza gen. Nasiłowski.
Jednak zdaniem prof. Lelentala koszt funkcjonowania systemu wcale nie jest tak niski, jak to przedstawia resort. – Wyliczenia są nierzetelne. Porównując koszty osadzenia w zakładach karnych z SDE, z jednej strony wlicza się nie tylko koszt wyżywienia więźnia, ale i pensję funkcjonariuszy czy utrzymanie zakładów karnych. Natomiast z drugiej strony nie bierze się pod uwagę np. pensji licznych pracowników specjalnie powołanego biura dozoru elektronicznego i innych kosztów eksploatacyjnych – wytyka prawnik.