Po co w ogóle walczyć o względy osób, które zarządzają sołectwami? To proste – to armia 40 tys. ludzi znajdujących się znacznie bliżej mieszkańców niż wójt czy gminni radni. Armia, która może okazać się bardzo przydatna w kampanii przed planowanymi na jesień 2018 r. wyborami samorządowymi. Jako pierwsi zrozumieli to ludowcy. Teraz ich śladami podążyć chce PiS. A tropem PiS – PO.
Zrobimy to po swojemu
W styczniu PSL złożyło w Sejmie projekt ustawy, który przewidywał, że oprócz diety i zwrotu kosztów podróży służbowych sołtys otrzyma dodatkowe miesięczne wynagrodzenie w wysokości połowy ustawowej pensji minimalnej (czyli 1 tys. zł). Oraz że w momencie obejmowania funkcji będzie przystępował do ubezpieczenia emerytalno-rentowego. W efekcie lata lokalnej posługi byłyby brane pod uwagę przy ustalaniu podstawy wymiaru emerytury. Całe przedsięwzięcie sfinansowane miałoby zostać z budżetu państwa. Koszt: około pół miliarda złotych rocznie.
Nic z tego jednak nie będzie, bo – co było do przewidzenia – PiS odrzucił projekt ludowców już w pierwszym czytaniu. Tym większe zaskoczenie wzbudziła zorganizowana kilka dni później konferencja pt. „Kierunki zmian statusu prawnego sołectwa”. Przygotowała ją senacka komisja samorządu terytorialnego i administracji państwowej wspólnie z Krajowym Stowarzyszeniem Sołtysów. A spotkanie otwierał osobiście marszałek Stanisław Karczewski.
Uczestnicy konferencji – jak wynika z oficjalnego omówienia jej przebiegu – .
Pensji nie będzie
Jak ustaliliśmy, w PiS dojrzewa inicjatywa, by de facto przejąć temat sołtysów po ludowcach. – – uważa senator PiS Andrzej Pająk, wiceprzewodniczący komisji samorządu terytorialnego i administracji państwowej.
Co zatem rządząca partia może zaproponować ludziom zarządzającym małymi społecznościami? Mówi się o upodmiotowieniu sołectw (które obecnie nie mają odrębności prawnej i nie dysponują władztwem publicznym, ale są jedynie jednostkami pomocniczymi) oraz o zwiększeniu ich udziału w zarządzaniu gminami, np. poprzez wprowadzenie obowiązkowych konsultacji sołeckich czy sołeckiej inicjatywy uchwałodawczej.
Nietrudno się domyślić, że sami zainteresowani trzymają kciuki za takie zmiany. – – przyznaje jeden z sołtysów. On i jego koledzy po fachu otrzymują niekiedy po 500–600 zł miesięcznie. Ale są też tacy, którzy nie dostają nic. Dodatkowo jeśli sołtys w imieniu gminy inkasuje podatek od nieruchomości (co w dzisiejszych czasach należy już do rzadkości), to może liczyć na kilkuprocentowy odpis. – – szacuje jeden z wójtów.
Niestety – jak udało się nam ustalić – przyznanie sołtysom pieniędzy ekstra jest raczej wykluczone. PiS rozważa inne opcje, np. wskazanie w ustawie o samorządzie gminnym katalogu zadań sołectwa (przynajmniej dla tych większych jednostek). Pieniądze na ich realizację otrzymywałyby z gminnych budżetów, mogłyby też zaciągać zobowiązania (zwłaszcza gdyby zakwalifikowano je jako tzw. ułomne osoby prawne, czyli mające podmiotowość prawną, ale nie tak daleko idącą, jaką cieszą się gminy).
Wszystko to jednak tylko luźne pomysły. Kiedy mogą przekuć się w oficjalny projekt? – – przyznaje senator Andrzej Pająk.
Wójt się boi
Co w tej sytuacji zrobi Platforma Obywatelska, która kilka lat temu wprowadziła ustawę o funduszu sołeckim w gminach? Na razie partia wstrzyma się ze zgłaszaniem jakiegokolwiek projektu, ale tylko z obawy, że skończy on tak samo jak projekt PSL. – – uważa Jan Grabiec, rzecznik ugrupowania. Ale po chwili deklaruje: –
Grabiec przekonuje, że gra o względy 40 tys. sołtysów może być niebezpieczna. –
Rzeczywiście, w głosach wójtów słychać sceptycyzm. – – komentuje Marek Olszewski, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP. Największym zagrożeniem jest jednak to, że mogliby zostać upolitycznieni.