Prezes PiS Jarosław Kaczyński poinformował w środę, że podpisze decyzję o zawieszeniu Bartłomieja Misiewicza, jako członka partii PiS. Dodał też, że podejmie decyzję o powołaniu komisji PiS ds.. Chodzi między innymi o środowe doniesienia medialne dotyczące wysokich zarobków Misiewicza jako pełnomocnika zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej ds. komunikacji. Na tym stanowisku Misiewicz miał zarabiać miesięcznie 50 tys. zł.
Odnosząc się do tych zapowiedzi szef PSL powiedział na konferencji w Sejmie, że .
- mówił Kosiniak-Kamysz.
Według szefa Stronnictwa ta decyzja nie była konieczna. - - zaznaczył. Według niego problemem jest to, że Misiewicz - jak ocenił - nie ma wykształcenia i przygotowania do pełnienia powierzanych mu funkcji.
- powiedział Kosiniak-Kamysz.
- Trzeba docenić, że Misiewicz nie został generałem - mówił w TVN24 Kosiniak-Kamysz.
— Marcin Dobski (@szachmad) 12 April 2017
Były rzecznik prasowy MON i były szef gabinetu politycznego ministra Antoniego Macierewicza Bartłomiej Misiewicz został w poniedziałek pełnomocnikiem zarządu państwowej Polskiej Grupy Zbrojeniowej ds. komunikacji w spółce.
W środę "Rzeczpospolita" oraz "Fakt" podały informację o rzekomych zarobkach Misiewicza. Według gazet będzie on zarabiał 50 tys. zł miesięcznie za pracę na stanowisku pełnomocnika zarządu ds. komunikacji w PGZ i może liczyć na służbowy samochód.
Według rzecznik PGZ Łukasza Prusa nie jest prawdą, że miesięczne wynagrodzenie Misiewicza wynosi 50 tys. zł. Dodał, że wynagrodzenie żadnego z pełnomocników zarządu spółki nie sięga tej kwoty.
Misiewicz już pracował w PGZ; 31 sierpnia 2016 r. został powołany w skład jej rady nadzorczej.