Dziennik Gazeta Prawana logo

"Gazeta Wyborcza": Mariusz Muszyński, jako oficer służb, miał przyjąć do "prowadzenia" Julię Przyłębską. Biuro TK: To insynuacje

20 października 2017, 10:48
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Mariusz Muszyński i Julia Przyłębska
Mariusz Muszyński i Julia Przyłębska/PAP Archiwalny
Gazeta Wyborcza sugeruje, że obecny sędzia TK Mariusz Muszyński, jako oficer służb w Berlinie nadał Julii Przyłębskiej pseudonim i przyjął do "prowadzenia". Gazeta podejrzewa więc, że przejęcie kontroli nad TK mogło być operacją służb specjalnych.Na tę publikację zareagowało już biuro Trybunału, które mówi o "insynuacjach"

Wojciech Czuchnowski na łamach "Gazety Wyborczej" opisuje drogę, jaką Mariusz Muszyński przeszedł w służbach i w MSZ. Sugeruje, że z zebranych danych wynika, że wiceprezes TK mógł od połowy lat 90 "prowadzić" obecną prezes TK, Julię Przyłębską. "Poznali się na placówce w Berlinie i przez lata utrzymywali relacje, których charakter mógł być związany z pracą Muszyńskiego dla specsłużb" - czytamy w artykule. Autor dodaje, że podczas pracy w stolicy Niemiec obecny wiceprezes TK miał złożyć wniosek o przekwalifikowanie Przyłębskiej na "osobowe źródło informacji", a potem nadał jej pseudonim i miał zostać jej oficerem prowadzącym. Dlatego też "Gazeta Wyborcza" stawia hipotezę, że "trybunałem kierują ludzie specsłużb, a proces jego przejęcia przez władzę mógł odbywać się pod kontrolą tych służb".

Jednocześnie jednak autor tekstu przyznaje, że materiał oparto na relacjach niezależnych źródeł, jednak osoby te nie chciały wystąpić w tekście pod nazwiskiem. Gazeta nie ma też kopii dokumentów, dotyczących działalności Muszyńskiego w służbach, bo "takie materiały należą do najbardziej strzeżonych tajemnic" i nie są dostępne dla dziennikarzy.  Czytamy też, że bohaterowie tekstu nie odpowiedzieli na pytania dziennikarzy. Andrzej Przyłębski, mąż prezes TK i ambasador w Berlinie stwierdził jedynie, że "nie zamierza ustosunkować się do absurdalnych insynuacji". Zapowiedział też, że "dalsze nękanie" skończy się pozwem do sądu. 

Są już pierwsze reakcje na artykuł. "Ambasada RP w Berlinie dementuje (...) zmyślone i fałszywe doniesienia i insynuacje na temat rzekomej przeszłości ambasadora RP w Republice Federalnej Niemiec, prof. Andrzeja Przyłębskiego oraz jego żony, Julii Przyłębskiej, obecnej prezes Trybunału Konstytucyjnego, a w przeszłości długoletniej i zasłużonej pracownicy służby dyplomatycznej RP w Republice Federalnej Niemiec" - taki komunikat zamieszczono w piątek na stronie ambasady.

Dodano w nim, że zdaniem ambasady, autor publikacji "nie ma żadnych podstaw do formułowania wniosków przedstawionych w materiale prasowym", a sam artykuł "wprowadza w błąd opinię publiczną i stanowi kolejną próbę dyskredytacji osoby i działalności ambasadora Rzeczypospolitej Polskiej w Niemczech".

Podobny komunikat wystosowało Biuro Trybunału Konstytucyjnego. W oświadczeniu czytamy, - poinformował PAP Marcin Koman z Biura TK.

"Gazeta Wyborcza nie jest dla nas żadną wyrocznią"

Także rzeczniczka PiS krytykowała publikację. - powiedziała Beata Mazurek. Podkreśliła, że to co napisała gazeta Rzecznik PiS powiedziała, że nie rozmawiała na ten temat z samą Przyłębską, tylko z ludźmi, którzy ją znają. "" - oświadczyła.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Gazeta Wyborcza
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj