W Polsce, by zostać generałem, trzeba ukończyć tzw. kurs generalski, czyli Podyplomowe Studia Polityki Obronnej (PSPO). Jest on przeznaczony dla pułkowników i komandorów. Oczywiście nie znaczy to, że wszyscy którzy go ukończą, faktycznie dostaną gwiazdkę. Jak można przeczytać na stronie Akademii Sztuki Wojennej, "są to elitarne, kilkuosobowe studia dla wyróżniających się oficerów starszych, przewidzianych do wyznaczenia na najwyższe stanowiska w Siłach Zbrojnych RP, resorcie obrony narodowej oraz w międzynarodowych strukturach wojskowych. Program trwających 10 miesięcy studiów, oprócz zajęć dydaktycznych, obejmuje także krajowe i zagraniczne podróże studyjne, wizyty w jednostkach wojskowych i zakładach przemysłu obronnego oraz udział w sympozjach i konferencjach naukowych". Jest jeszcze coś, czego już nie można doczytać, a mianowicie że były minister obrony Antoni Macierewicz wprowadził także możliwość ukończenie tego kursu w trybie zaocznym. Co ciekawe, właśnie w takim trybie kurs ukończył… rektor najważniejszej uczelni wojskowej w Polsce.

- Likwidacja tych kursów to wielka strata - śmieje się gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca wojsk lądowych. - Pytanie, co zrobimy z tymi, którzy te weekendowe kursy ukończyli. Moim zdaniem powinno się tych żołnierzy wysłać na tradycyjne kursy stacjonarne. Oczywiście po egzaminie wstępnym. Dyplomy uzyskane w trybie stacjonarnym powinno się anulować, ponieważ można mieć wątpliwości, czy były prowadzone pod właściwym nadzorem merytorycznym. Od razu się zgłaszam do komisji egzaminacyjnej - dodaje emerytowany wojskowy.

Obecnie kształcenie realizowane jest równolegle w dwóch trybach. 11 oficerów uczy się przez dwa semestry w trybie stacjonarnym. Kolejnych 22 oficerów zdobywa wiedzę w trybie zaocznym, podczas dziesięciu 5-dniowych zjazdów. Jak informuje Centrum Operacyjne Ministerstwa Obrony Narodowej, dodatkowo sześciu oficerów kształci się na Podyplomowych Studiach Polityki Obronnej za granicą. Pięciu z nich w Stanach Zjednoczonych, a jeden w Kanadzie.

Likwidacja kursów generalskich to kolejny przykład tego, jak nowy minister obrony Mariusz Błaszczak „odkręca reformy” po Antonim Macierewiczu. Po zmianach kadrowych na szczycie resortu obrony (został tylko jeden wiceminister z kierownictwa Macierewicza - Tomasz Szatkowski; zwolniono wszystkich cywilnych dyrektorów departamentów, a także m.in. ekspresowo awansowaną rzecznik prasową) i w jego strukturze, teraz fala powoli dochodzi do systemu szkolnictwa. Nawet tzw. ustawa degradacyjna przygotowana przez ministra Błaszczaka obejmuje znacznie mniej osób niż projekt przygotowywany w czasach, gdy to Antoni Macierewicz był szefem resortu. Wydaje się jednak, że najbardziej zauważalną odmianą jest to, że wyciszono konflikt między MON a Pałacem Prezydenckim, co objawiło się m.in. wręczonymi dwa tygodnie temu nominacjami generalskimi.

To nie koniec porządków w MON