- Oceniam decyzję prezydenta o zawetowaniu tzw. ustawy degradacyjnej bardzo źle, ale zbliżają się Święta i trzeba (...) wbrew okolicznościom mieć nadzieję, że to tylko wpadka, a nie otwarcie jakiegoś skandalu. Wszyscy dzisiaj myślimy i o Judaszu, i o ukrzyżowaniu Jezusa, nie należy w tym kontekście mówić czy zastanawiać się nad nieszczęśliwą decyzją pana prezydenta. Wybrał moment tragiczny - ocenił w piątkowej rozmowie z PAP historyk, członek Kolegium IPN prof. Krzysztof Wyszkowski.

Reklama

- Wierzę głęboko, że były to przypadkowe okoliczności. Kiedy rano usłyszałem, że ma nastąpić jakieś wystąpienie prezydenta, pomyślałem, że może granice płoną i dzieje się coś bardzo specjalnego. Nagle się okazuje, że prezydent w sprawie, o której od dawna wiedział, na temat której od dawna mógł zabrać głos i który od dawna mógł przekazać Sejmowi, większości parlamentarnej i wszystkim zainteresowanym swoje uwagi, swoje stanowisko i swoje rady, doczekał do chwili, w której najbardziej niespodziewany sposób (...) zameldował się jako obrońca starego porządku - dodał.

Wyszkowski wyraził także nadzieję, że decyzja o wecie to nie jest ta sama droga, na której kolejnym przystankiem będzie "odwołanie decyzji o odebraniu Leonidowi Breżniewowi (I sekretarz KC KPZR od 1966 do 1982 r. - PAP) Virtuti Militari". Prócz tego historyk podkreślił, że nie podobał mi się fragment wypowiedzi prezydenta o tym, że na dyskusję o nowym projekcie ustawy degradacyjnej zaprosi prócz szefów MON i Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych także ofiary stanu wojennego. - A ofiary stalinizmu to już nie warto? To oznaczałoby, że należy przedyskutować czy PRL i okupacja sowiecka była nieszczęściem i czy zdrada jest zdradą. Może powinniśmy się zastanowić również nad tym, czy piekło istnieje, skoro zdrada nie istnieje? Wszystkie te rzeczy pan prezydent podrzucił nam na Święta, ale radziłbym (...) potraktowanie tego jako figla w wykonaniu człowieka, może trochę niedojrzałego do swojej funkcji, który sobie może trochę nieodpowiedzialnie, może trochę beztrosko (...) stroił sobie żarty - skomentował.

Odnosząc się do zapowiedzi prezydenta o planach wypracowania nowego projektu ustawy Wyszkowski ocenił, że to "puste gadanie". - Pan prezydent powiedział, że będzie się konsultował z ofiarami stanu wojennego (...). Mam nadzieję, że nie chodzi tutaj o riazańczyków, czyli ludzi z NKWD, którzy bohatersko walczą o dobrą pamięć takich zdrajców jak oni sami - powiedział.

PAP

Zdaniem Wyszkowskiego data, którą prezydent wybrał na obwieszczenie swojej decyzji, była niefortunna. - Nie było tak, że nie miał wyboru. (...) Wydaje się, jakby pan prezydent spadł z księżyca i wczoraj w nocy przypadkiem dowiedział się, że dzieją się rzeczy, co do których jest krytycznie nastawiony, a potem od ręki zawetował sobie ustawę. Przecież sprawa jest znana od bardzo długiego czasu - podkreślił.

- Nieprzyjemna jest też zbieżność terminów z wystąpieniem Donalda Tuska (b. premier, przewodniczący Rady Europejskiej - PAP). Te dwa nagłe, niespodziewane, bezsensowne i niszczące czy próbujące zniszczyć atmosferę świąteczną głosy, zbieżność i zgodność kierunku ich uderzenia jest bardzo przykra. Wszystko to na razie powinniśmy odłożyć, święta nie są momentem na prowadzenie takich analiz. Niewątpliwie jest tak, że obóz wielkiej zmiany potrzebuje współpracy z panem prezydentem, a pan prezydent potrzebuje obozu dobrej zmiany, więc nie przeszkadzajmy w tym - dodał.

Prezydenta Dudę krytykują także prawicowi publicyści i politycy, m.in. Antoni Macierewicz czy Krystyna Pawłowicz, która na Twitterze napisała, że po tej decyzji "PRL zostaje. Ich śmiech":

Reklama

Wśród krytyków znalazł się również Marek Suski. - Oprócz zaskoczenia, rozczarowanie. Sądzę, że prezydent zrobił taki krok w kierunku, przynajmniej z jego punktu widzenia, elektoratu lewicowo-postkomunistycznego, tych, którzy służyli Rosji, (...) bardziej w kierunku takiego twardego betonu komunistów, którzy z Moskwą współpracowali (...) Nie sądzę, żeby ten elektorat postkomunistyczny, broniący Jaruzelskiego, nagle zaczął popierać Andrzeja Dudę, natomiast pan prezydent - oczywiście - ma prawo wetować ustawy. Ale mojego głosu już nie ma - stwierdził na antenie Superstacji.

Ustawa tzw. degradacyjna dawałaby możliwość pozbawiania stopni wojskowych osób i żołnierzy rezerwy, którzy w latach 1943-1990 swoją postawą "sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu".