Wicepremier Beata Szydło została zapytana w poniedziałkowym wydaniu tygodnika "DoRzeczy" o to, czy - jej zdaniem - "spór polityczny w Polsce doszedł do takiego poziomu, w którym nie ma miejsca na środek; będzie albo >depisyzacja<, albo utrzymanie władzy przez PiS".

- Ten agresywny podział polityczny, często podsycany przez naszych przeciwników, jest dla mnie smutną rzeczywistością, w której żyjemy - zaznacza Szydło. Dodaje też, że "ma świadomość, że znaleźliśmy się w klinczu, w którym obecna opozycja - zupełnie wprost - odmawia nam legitymizacji, podważając wolę ogromnej liczby wyborców". - Mówi nie tyle o sporze, który jest cechą immanentną polityki, ile o wojnie na wyniszczenie, która jest fatalna dla Polski. Szczerze liczę jednak na to, że uda nam się zbudować porozumienie między Polakami w najbardziej fundamentalnych sprawach - podkreśla wicepremier.

- Nie jesteśmy jednak naiwni. Nikt nie oczekuje, aby wszyscy ze wszystkimi się zgadzali. My realizujemy konkretne programy, projekty rozwojowe i chcielibyśmy móc spierać się z opozycją na programy właśnie. Nasi oponenci wolą ciągłe wkładanie kija w szprychy i awantury - ocenia.

Szydło podkreśla, że "jesteśmy w szczególnym momencie historycznym, mamy przecież niebawem setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości". - Warto w takim momencie być razem i odłożyć na bok bieżące spory polityczne. I o to apelujemy do opozycji. Liczę na to, że w marszu z okazji setnej rocznicy odzyskania niepodległości pójdziemy zgodnie wszyscy razem - mówi Szydło.

Na uwagę, że opozycja argumentuje, iż "nie może być jedności tam, gdzie doszło do złamania konstytucji, zburzenia trójpodziału władzy i monopolizacji mediów publicznych", Szydło odpowiada: - Po pierwsze, konstytucja nie została złamana. Po drugie, nigdy nie podważaliśmy zasad demokracji. - Natomiast - czego nie ukrywamy - Prawo i Sprawiedliwość przeprowadza bardzo głębokie reformy, co nie podoba się beneficjentom poprzedniego systemu - zaznacza.

Pytana, czy nie przekonują jej okrzyki "konstytucja, konstytucja!", wicepremier odparła: - Krzyczący zapominają - nie chciałabym mówić, że łamią - rozdział IV konstytucji, podważając werdykt wolnych demokratycznych wyborów. - Nikt nie wpisał do ustawy zasadniczej wiecznej władzy PO-PSL - podkreśla.

Szydło odniosła się także do kwestii taśm z zapisami rozmów premiera Mateusza Morawieckiego. Pytana, czy coś ją oburzyło, zaskoczyło, wicepremier odpowiada, że "premier Mateusz Morawiecki zabrał już głos w tej sprawie i myślę, że wszystko wyjaśnił". - Temat taśm i nagrań był już wcześniej znany. Samo istnienie tych taśm, wycieki na ich temat, pokazują całą prawdę o czasach rządów PO. Polskie państwo było słabe, instytucje, które miały chronić najważniejsze osoby w państwie, nie działały jak należy - ocenia.

Szydło została także zapytana, "jaki obraz partii wyłania się ze spotkań, które - odbywa "od kiedy została przewodniczącą Komitetu Społecznego Rady Ministrów". - Warto jeździć i spotykać się z ludźmi, żeby nie tracić kontaktu z rzeczywistością - zaznacza Szydło. - Nie wygramy wyborów, jeśli nie będziemy ciężko pracować, jeżeli nie będziemy wśród wyborców - podkreśla.

- Będąc w opozycji, byliśmy zmotywowani do walki, był głód sukcesu. Bycie u władzy, może momentami rozleniwiać. Czasami to dostrzegam. Dobre sondaże mogą usypiać, słaba opozycja może powodować rozprężenie. Dlatego tak ważne są spotkania z wyborcami, podróże po Polsce. Niezwykle istotne jest, aby na spotkaniach z ludźmi nie wyłączać się również na głosy konstruktywnej krytyki.

- Przegramy, jeżeli popełnimy błąd Platformy, czyli będziemy butni i zbyt pewni siebie, jeżeli oderwiemy się od rzeczywistości. W polityce to są błędy niewybaczalne - ocenia.