Pytany w środę w TVN24 o to, jak duża jest potrzeba powyborczych rozliczeń w obozie rządzącym, Gowin ocenił, że "nie ma w ogóle takiej potrzeby - co nie znaczy, że nie ma potrzeby refleksji nad błędami, które popełnialiśmy".

- Okazaliśmy się i okazujemy się z każdym kolejnym wynikiem bezsprzecznymi zwycięstwami - ale nawet zwycięzcy popełniają błędy. Nie ma natomiast żadnych powodów, żeby o tych błędach publicznie dywagować w trakcie kampanii, jesteśmy przed drugą turą - stwierdził.

Wicepremier podkreślił jednak, że wynik wyborów należy oceniać patrząc nie na ogólnopolskie sondaże, ale na wyniki w poszczególnych regionach. - Kryterium sukcesu w polityce nie są słupki, kryterium jest realna władza, po którą się sięga. Nie spodziewałem się, że będziemy mieli w sześciu sejmikach samodzielną większość - przyznał.

Jak dodał, z kampanii wyborczej "zdecydowanie wzmocniony" wychodzi również premier Mateusz Morawiecki. - Wykonał tytaniczną pracę, jest wielkim zwycięzcą tych wyborów. Natomiast rzeczywiście padł ofiarą bardzo zmasowanego ataku - dodał.

Wicepremier mówił, że obóz Zjednoczonej Prawicy powinien przemyśleć wynik wyborów w dużych miastach. - Myślę, że powinniśmy przemyśleć pewien styl uprawiania polityki, powinniśmy zadać sobie pytanie, czy służy nam polaryzacja. Powinniśmy zadać pytanie, co sprawiło na finiszu kampanii, że tak wielu Polaków, tak wielu mieszkańców dużych miast uwierzyło w ewidentny fałsz jakim są zarzuty, że chcemy wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej - stwierdził.

Jak dodał, jednym z powodów wyniku wyborów w dużych miastach była reakcja na wniesienie przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę do Trybunały Konstytucyjnego wniosku o uznanie za niekonstytucyjną regulacji prawa europejskiego w zakresie dopuszczalności występowania przez polskie sądy z pytaniami do Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawach dotyczących sądownictwa.

- Na pewno demagogiczna interpretacja pytania skierowanego przez ministra sprawiedliwości do Trybunału Konstytucyjnego zmobilizowała część elektoratu wielkomiejskiego - ocenił Gowin.

Wicepremier przyznał również, że wstydził się opublikowanego pod koniec kampanii spotu wyborczego PiS o uchodźcach. Przedstawione były w nim m.in. wypowiedzi szefa PO Grzegorza Schetyny dot. likwidacji urzędów wojewódzkich. W spocie pojawia się nagłówek: "Czy tak może wyglądać rok 2020?". Po tej informacji przedstawiony został telewizyjny serwis informacyjny, w którym czytane były wiadomości brzmiące: "Mija rok od kiedy Platforma Obywatelska zlikwidowała urzędy wojewódzkie", "Samorządowcy Platformy Obywatelskiej szykują się do przyjęcia uchodźców", "Wbrew decyzji polskiego rządu Grzegorz Schetyna zapowiedział przyjmowanie uchodźców", "W ramach przydziałów pojawiły się enklawy muzułmańskich uchodźców", "55 ofiara ataku", "Dziś mieszkańcy boją się wychodzić po zmroku na ulicę. Napady na tle seksualnym, akty agresji stały się codziennością mieszkańców". Informacje te ilustrowane były przypadkami przemocy i agresji. "Czy będziemy czuli się bezpiecznie, jeśli PO to zrealizuje?" - padło pytanie w spocie.

- To był zły spot - stwierdził Gowin. - Jeżeli szukać przyczyn nie tak zdecydowanego zwycięstwa, jak być może było w naszym zasięgu - to jest jedna z przyczyn - powiedział wicepremier.