Pytany o to, czy może istnieć nagranie jego rozmowy z Leszkiem Czarneckim, Glapiński odpowiedział: "Nie wykluczam, że takie nagranie może istnieć, ale nie mam niczego do ukrycia. Można odsłuchiwać to nagranie od rana do wieczora i nie znajdzie się tam nic, czego miałbym się wstydzić".

Glapiński powiedział dziennikarzom, że o sprawie Komisji Nadzoru Finansowego "nie wie więcej niż to, co usłyszy w mediach".

Zdaniem Glapińskiego w obecnej sytuacji powróci pomysł połączenia KNF i NBP. Dodał, że jest to dobry pomysł.

Na pytanie, czy zawiódł go b. szef KNF Marek Chrzanowski, prezes NBP powiedział, że "ma już swoje lata" i wiedzę czerpie nie tylko z mediów, ale "od tych organów i instytucji, które są za to odpowiedzialne i coś konkretnego wiedzą".

- Jakbym się kierował tym, co piszą gazety, to bym miał sprzeczne informacje. O ile wiem, pan prof. Chrzanowski nie ma zarzutu o korupcję. Powiedziałbym, że nie ma żadnego zarzutu, śledztwo się toczy w sprawie i nie doszło nawet do pierwszych przesłuchań. Z ciekawością to śledzę – mówił dziennikarzom Glapiński.

Przypomniał, że to sam Chrzanowski złożył dymisję "dla dobra systemu bankowego i polskiej gospodarki", co - zdaniem Glapińskiego - było "bardzo słuszne i patriotyczne".

- Pana profesora Chrzanowskiego znam z uczelni, ze współpracy, zawsze spełniał najwyższe standardy profesjonalne, merytoryczne, uczciwości, patriotyzmu i mam o nim jak najlepszą opinię. Też jestem zbulwersowany tym, co czytam, ale z mojego doświadczenia i tego co wiem, spełnia (on) najwyższe kryteria uczciwości, patriotyzmu i profesjonalizmu – zaznaczył szef NBP.

Na pytanie dziennikarzy, jak ocenia "grę" Leszka Czarneckiego, Glapiński odpowiedział: „koń jaki jest, każdy widzi”.

- Przy okazji zapewniam, że jestem w doskonałym stanie zdrowia, bo wczoraj czytałem na Twitterze (...), że podobno jestem ciężko chory i zamierzam składać dymisję. Muszę rozczarować - nie zamierzam - podkreślił Glapiński.

Piątkowa gazeta "Fakt", powołując się na niezależne źródła podała, że możliwa jest rezygnacja szefa NBP Adam Glapińskiego. Oficjalnym powodem, jak sugeruje dziennik, miał być właśnie jego stan zdrowia.

Kilka dni temu "Gazeta Wyborcza" zwracała uwagę, że po nagraniu przez Leszka Czarneckiego propozycji Marka Chrzanowskiego złożonej w siedzibie KNF, obaj poszli do prezesa NBP. Czy on również został bohaterem taśm? Na antenie TVN24 mec. Roman Giertych, który jest pełnomocnikiem biznesmena, nie zaprzeczył, że takie nagranie istnieje.

Glapiński miał powiedzieć biznesmenowi, że szef KNF naświetlił mu sytuację bankiera i dobrze się o nim wyrażał. Jak pisze "Wyborcza", właściciel Getin Noble Banku mógł to odczytać jako sygnał, że Glapiński wie o wszystkim, a spotkanie "pieczętuje korupcyjną propozycję".

"Wyborcza" zastanawiała się, czy Marek Chrzanowski działał sam? Zwłaszcza, że pod koniec rozmowy w cztery oczy z Czarneckim stwierdza: "Ja się do czegoś zobowiązałem".

Z kolei RMF FM pisze, że premier Mateusz Morawiecki próbuje uwikłać szefa Narodowego Banku Polskiego w aferę KNF. Szef rządu stwierdził, że to Narodowy Bank Polski - kierowany przez prof. Adama Glapińskiego - pomagał w zatrudnianiu Grzegorza Kowalczyka. To prawnik, którego Marek Chrzanowski, były już szef Komisji Nadzoru Finansowego, polecał do pracy miliarderowi Leszkowi Czarneckiemu. Z pensją - jak twierdzi Czarnecki - na poziomie 40 mln zł.

- Ta rekomendacja tego pana, o którego pan zapytał, to jest rekomendacja ze strony Narodowego Banku Polskiego - odpowiadał szef rządu podczas konferencji prasowej pytany o Kowalczyka. W NBP jak podaje RMF FM całkowicie się od tego odcinają, twierdząc, że Glapiński zapewne nawet nie wie o istnieniu prawnika.