Plan sieci szkół publicznych to techniczny dokument przyjmowany przez radę miasta. Jednak tym razem wywołał on burzliwą dyskusję za sprawą autopoprawki prezydenta m.st. Warszawy, w której zaproponowano zmiany nazw ulic, przy których znajduje się część szkół.

Przyjęcie nowego planu i zmiana nazw ulic, jak mówili radni, ma związek z decyzją Naczelnego Sądu Administracyjnego, który na początku grudnia podtrzymał wyroki WSA o uchyleniu 44 zarządzeń wojewody zmieniających nazwy ulic w Warszawie w związku z ustawą dekomunizacyjną.

Zgodnie z autopoprawką m.in. ul. Zbigniewa Romaszewskiego będzie nosiła nazwę Teodora Duracza, Jacka Kaczmarskiego zastąpi Zygmunt Modzelewski, zamiast ul. Komitetu Obrony Robotników będzie znowu ul. 17 stycznia.

Na Woli zamiast ul. Danuty Siedzikówny ps. "Inka" będzie ul. "Małego Franka".

Dyskusja radnych miała ostry przebieg, przeciw uchwale protestowali radni PiS, którzy oskarżali radnych Koalicji Obywatelskiej o to, że chcą, aby na ulicach Warszawy byli komunistyczni patroni.

Sebastian Kaleta (PiS) mówił, że w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego radni PO i prezydent Rafał Trzaskowski chcą przywrócenia komunizmu na ulicach Warszawy. Przewodnicząca rady miasta Ewa Malinowska-Grupińska (KO) odpowiedziała Kalecie, że myli ideologię z literą prawa. Mówiła, że powrót do starych nazw wiąże się z rozstrzygnięciem NSA.

W głosowaniu za uchwalą było 38 radnych, przeciw 19, nikt nie wstrzymał się od głosu.