Jak nieoficjalnie ustaliliśmy w MSWiA, na rządowy projekt zwalczający hejterów na razie nie ma co liczyć. – Nie można podejmować takich decyzji pod wpływem emocji związanych z tragedią – mówi nam wysokiej rangi urzędnik resortu. PiS boi się także krytyki, która może spaść na partię przy okazji próby uregulowania tych spraw. Zdania w ugrupowaniu Jarosława Kaczyńskiego na ten temat są podzielone. Sceptycy uważają, że obecnie obowiązujące przepisy są wystarczające. Co najwyżej zawodzi praktyka – czyli egzekwowanie odpowiedzialności na hejterach.

Atak na premiera

Podobnego zdania są przedstawiciele opozycji. – Jeszcze nie pora na takie działania. Być może w przyszłości PiS coś przygotuje, ale chwilowo mają inne problemy. Raczej będą szukać rozwiązań w postaci okrągłych stołów i gestów politycznych – ocenia poseł PO Jan Grabiec. Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej uważa za pożądany powrót do leżącego w Sejmie od ponad dwóch lat projektu jej partii zakazującego mowy nienawiści. PiS ma jednak obawy, że tego typu prawo byłoby skierowane głównie w prawą stroną sceny politycznej.

Mimo to również na prawicy panuje przekonanie, że poziom wzajemnej niechęci przekroczył bezpieczne normy. Jak wynika z nieoficjalnych informacji DGP, w ostatnim roku doszło przynajmniej do jednego incydentu, który został zakwalifikowany jako próba ataku na szefa rządu Mateusza Morawieckiego.

Imprezy masowe

Planowane są również zmiany w ustawie o imprezach masowych. Choć – jak podkreślają nasze źródła w MSWiA – nie ma to bezpośredniego związku z zabójstwem Pawła Adamowicza. Zmiany mają się ograniczać do imprez o charakterze sportowym. – Zespół roboczy Rady Bezpieczeństwa Imprez Sportowych (RBIS) przygotował propozycje. Zostaną one poddane konsultacjom środowiska sportowego – potwierdza nam MSWiA.

Ustawa od dawna jest w obszarze zainteresowań polityków PiS i rządowych ekspertów. Już w połowie ubiegłego roku międzyresortowa RBIS (obradowała po burdach na meczu o mistrzostwo Polski) wskazywała na niedoskonałości obowiązujących przepisów. Pojawiały się wówczas sugestie, że błędem jest kwalifikowanie imprezy jako masowej dopiero od 1 tys. uczestników (wskazywano, że powodowało to „brak ustawowego uregulowania kwestii bezpieczeństwa na meczach niższych klas”, na które uczęszcza mniej osób).

Jednocześnie wdrażane są procedury, które mają zapewnić ciągłość funkcjonowania lokalnej administracji. Kodeks wyborczy zakłada, że wskutek śmierci prezydenta miasta następuje wygaszenie jego mandatu (co jest także równoznaczne z odwołaniem jego zastępców). To jednak musi ogłosić komisarz wyborczy (ma na to dwa tygodnie od daty zgonu). Na razie stery w gdańskim urzędzie przejęła wiceprezydent Aleksandra Dulkiewicz.

Z kolei ustawa o samorządzie gminnym mówi o tym, że w przypadku wygaśnięcia mandatu prezydenta przed upływem jego kadencji, do czasu objęcia obowiązków przez nowo wybranego prezydenta, jego obowiązki pełni osoba wyznaczona przez premiera.

Wczoraj potwierdziły się nasze nieoficjalne ustalenia dotyczące tego, że PiS będzie chciał jak najszybciej rozwiązać sprawę ustanowienia rządowego komisarza. Propozycję objęcia tej funkcji złożono właśnie Aleksandrze Dulkiewicz. Dotychczasowa zastępczyni Pawła Adamowicza poinformowała o przyjęciu tej propozycji.

Będą wybory

Po pogrzebie zmarłego prezydenta i żałobie przyjdzie czas na rozpisanie przedterminowych wyborów w Gdańsku. – Kodeks wyborczy przewiduje, że w ciągu tych 90 dni wybory powinny być i zarządzane, i przeprowadzone. Zasady są takie jak przy innych wyborach, mimo zaistniałej sytuacji. Jak co roku mamy zaplanowane środki na wybory przedterminowe w trakcie kadencji – mówi Magdalena Pietrzak, szefowa Krajowego Biura Wyborczego.

Na razie politycy – zarówno ci z obozu rządzącego, jak i opozycji – nie chcą mówić o tym, kto będzie walczył o władzę w Gdańsku. – To nie pora na takie rozważania – ucina Jan Grabiec z PO. Identyczne sygnały płyną z PiS. Do wyobrażenia są różne scenariusze, łącznie z takim, że PiS nie wystawi własnego kandydata. Jak wynika z przepisów, wybory mogą się odbyć najpóźniej w kwietniu, czyli miesiąc przed wyborami europejskimi.

Już wiadomo, że pogrzeb zamordowanego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza odbędzie się w tę sobotę. Ostateczna decyzja należała do rodziny – zarówno jeśli chodzi o datę, jak i to, czy uroczystość będzie miała charakter państwowy czy prywatny. Jak zapowiadał prezydent Andrzej Duda, dzień pochówku będzie jednocześnie dniem żałoby narodowej. Od wczoraj żałoba została ogłoszona także w Gdańsku (do dnia pogrzebu) oraz w innych miastach, m.in. Warszawie, Sopocie czy Kielcach. Na razie nie ma decyzji o tym, jaki charakter będzie miała uroczystość, a od tego zależy, kto się na niej pojawi. Na pewno można się spodziewać szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska czy wicemarszałka Senatu Bogdana Borusewicza. Udział prezydenta i premiera zależy od charakteru uroczystości.

Jeśli będzie miała charakter państwowy, pojawi się na nim premier. Jeśli prywatny, ale będzie mógł przyjść każdy, także tam będzie. Natomiast jeśli rodzina poprosi, by nie pojawiali się przedstawiciele władz, ta decyzja także zostanie uszanowana – mówi polityk PiS.

Po tragedii panuje polityczne wyciszenie. Wczorajsze posiedzenie rządu zostało zapoczątkowane minutą ciszy. Ani politycy obozu rządowego, ani opozycji nie są skorzy do komentarzy. Widać, że dla wielu z nich to wydarzenie było autentycznym wstrząsem. Nie chodzi jedynie o osoby dobrze znające byłego prezydenta Gdańska, lecz także o tych kojarzących go jedynie z telewizji.

Obniżyć napięcie

Stąd z różnych stron politycznej sceny słychać nie tylko o potrzebie wyciszenia, lecz także obniżenia politycznego napięcia. Na razie taką możliwość dają różne uroczystości i marsze organizowane po śmierci prezydenta Gdańska. Lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz uważa, że PiS powinien znaleźć pole do rozmowy i komunikacji z opozycją i w ten sposób szukać sposobów na ograniczenie konfliktu. Z kolei zdaniem Katarzyny Lubnauer gestem dobrej woli byłby powrót przez PiS do pakietu demokratycznego, czyli wypracowanego przez ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego, gdy to było w opozycji, zestawu instrumentów gwarantujących opozycji większe możliwości działania w Sejmie. PiS polecił swoim politykom, by nie tylko nie wypowiadali się w mediach, lecz także nie reagowali i sami nie prowokowali spięć w mediach społecznościowych. Jak wynika z naszych informacji, taka prośba została wystosowana do posłanki Krystyny Pawłowicz, krytykowanej za komunikaty po ataku na prezydenta Gdańska.

Dla opozycji chwilowe wyciszenie to za mało. Domaga się zmian w telewizji publicznej, zwłaszcza w programach informacyjnych. Bezpośrednim powodem jest wydanie „Wiadomości” z dnia śmierci Pawła Adamowicza. W materiale na temat agresji w polityce dziennikarz TVP przytoczył jedynie przykłady wypowiedzi polityków obecnej opozycji. Do tego wykorzystał zestaw wypowiedzi, cyklicznie przywoływanych w tym programie w materiałach o „totalnej opozycji”. Nie było żadnej wypowiedzi polityka PiS. Szef „Wiadomości” Jarosław Olechowski tłumaczył, że wybrano „te najbardziej drastyczne, wzywające wprost do stosowania przemocy fizycznej”. Trudno jednak wytłumaczyć użycie w tym kontekście dawnej wypowiedzi Donalda Tuska, który powiedział do PiS „wyginiecie jak dinozaury”.

Oficjalnie z apelem do prezesa PiS o odwołanie z tego powodu Jacka Kurskiego wystąpił wczoraj na konferencji prasowej lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. „To ostatni moment na podjęcie decyzji, by wycofać się z polsko-polskiej wojny, do której każdego dnia nawołują «Wiadomości»” – napisał w liście do prezesa PiS. Jak wynika z naszych informacji, także dla wielu polityków PiS jednostronny przekaz „Wiadomości” jest problemem, zwłaszcza w kontekście oskarżeń o nagonkę na Pawła Adamowicza.