W 2014 roku kandydował pan z Wielkopolski, prof. Zdzisław Krasnodębski z Warszawy. Dziś jest odwrotnie. Skąd pomysł na taką zamianę miejsc?

Ryszard Czarnecki: Czasem zawodnicy wymieniają się pozycjami na boisku. Trener Jarosław Kaczyński uznał, że taka wymiana będzie efektywna dla naszego zespołu i tak faktycznie się stało. Pan Zdzisław Krasnodębski jest Przewodniczącym Rady Instytutu Zachodniego w Poznaniu, więc jego związki z tym miastem i Wielkopolską są znaczące. Ja jestem zaś mieszkańcem Warszawy, tu urodzili się moi rodzice i dziadkowie, w tym mieście kończyłem liceum. Zatem moje relacje z Warszawą również są bardzo silne. Prezes Jarosław Kaczyński uznał, że będąc jednym z liderów listy Prawa i Sprawiedliwości zapracuję na dobry wynik dla całej drużyny.

To panowie wyszli z tą inicjatywą i przyszli do Jarosława Kaczyńskiego czy to był autorski pomysł prezesa PiS?

To był pomysł prezesa i taką propozycję przedstawił władzom Prawa i Sprawiedliwości. Zostało to jednogłośnie zaakceptowane.

Czy ministrowie kandydujący do Parlamentu Europejskiego nie osłabią rządu swoim odejściem? Do tej pory politycy PiS twierdzili, że są najlepsi do tych zadań.

Według mnie kandyduje kilku konstytucyjnych ministrów oraz wiceministrów. Nie ma sytuacji w której byłoby ich kilkudziesięciu. Trudno więc mówić o dużej liczbie.

Podczas prowadzenia kampanii wyborczej powinni zrezygnować ze swojego stanowiska?

Gdybym był ministrem i kandydował do Parlamentu Europejskiego to na okres kampanii ogłoszonej przez Państwową Komisję Wyborczą wziąłbym urlop. To chyba dość oczywiste rozwiązanie. Czy zrobią tak koleżanki i koledzy? Myślę, że tak.

Czy nie obawiają się państwo siły Koalicji Europejskiej i stąd decyzja o delegowaniu do wyborów bardzo ważnych polityków?

Nie zajmujemy się opozycją, pracujemy dla Polski i Polaków. Opozycja raz się dzieli, a raz łączy. Na pewno osobno pójdzie Wiosna pana Biedronia czy Razem pana Zandberga. Wykluwa się szereg inicjatyw poza koalicją, która kiedyś nazywała się obywatelska, dziś stała się europejską, a nikt nie wie jak nazywać się będzie za kilka miesięcy. My zajmujemy się służbą dla kraju, opozycja sama sobą. Zobaczymy jakie będą efekty.

Jednak połączenie np. z SLD daje szansę na dobry wynik.

Myślę, że dla szeregu wyborców Platformy Obywatelskiej o solidarnościowym rodowodzie, tych którzy w stanie wojennym brali się za bary z komuną, wystawienie postkomunistów typu Włodzimierza Cimoszewicza czy Leszka Millera to nie jest dobry pomysł. Myślę, że znaczna część wyborców PO może na skutek tego nawet zdecydować się nie iść na wybory. Zobaczymy.

Czy partnerzy PiS w Zjednoczonej Prawicy nie czują się pokrzywdzeni taką kompozycją list wyborczych? Niewielu polityków tych partii znalazło się na czołowych miejscach.

Myślę, że będzie ich więcej, bo o ile wiem, co najmniej jeszcze jedno miejsce "biorące" jest zagwarantowane dla Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobro na mocy umowy koalicyjnej. Uzgodnione proporcje będą zachowane.

Jacek Saryusz-Wolski wspominał o tym, że jest możliwość, aby powstała koalicja EKR-EPL. Czy wiadomo już do której frakcji wstąpią europosłowie PiS?

Przed nami alternatywa - wejście do Europejskiej Partii Ludowej albo tworzenie własnej frakcji. Myślę, że ten drugi scenariusz jest bardziej prawdopodobny. Nie ma mowy o wspólnej frakcji z EPL jako połączenia z EKR. Niemniej, jest możliwość współpracy przy głosowaniach niektórych regulacji.

Czy będzie pan ponownym kandydatem swojej frakcji na wiceprzewodniczącego?

Życie pokaże. Myślę, że dzielenie skóry na niedźwiedziu to nie jest dobry pomysł. Przypominam sobie stare polskie powiedzenia o tym, że "myślał indyk o niedzieli" albo "już był w ogródku i witał się z gąską". Nie chciałbym być takim indykiem, który już myśli o funkcjach w Parlamencie Europejskim, a jeszcze nie poddał się weryfikacji wyborczej. W tej chwili myślę o tym, aby wyborcy w Warszawie, Pruszkowie, Wołominie, Ożarowie, Otwocku i innych miejscach na mnie zagłosowali. Na ewentualny podział stanowisk przyjdzie jeszcze czas.

Wciąż nie ma przeprosin ze strony Izraela, choć Polska otwarcie się tego domaga. Co jeszcze można zrobić w tej sprawie?

Trzeba pokazać stronie izraelskiej, że nie opłaca się atakować w tak haniebny sposób Polski i Polaków, naszych dziejów i historii. To będzie miało wpływ na to jak Polska głosuje w organizacjach międzynarodowych. Może także oddziaływać na relacje gospodarcze. Przypomnę, że eksport z Izraela do Polski jest duży. Pytanie czy politycy izraelscy chcą go ryzykować? Myślę, że trzeba zadać takie pytanie, bo trzeba przemówić do izraelskich interesów. Tak jak rozmawia się z każdym innym państwem na świecie.

Czy europosłowie Prawa i Sprawiedliwości zmienią swoje proizraelskie stanowisko na forum Parlamentu Europejskiego?

Pańskie pytanie ma pewną zakorzenioną w rzeczywistości tezę. Faktycznie, cała nowa Unia, nasz region Europy jest bardziej otwarty na argumenty Izraela niż kraje Europy Zachodniej. Z czego to wynika? O tym się nie mówi, ale obecnie w państwach Zachodu jest większy odsetek muzułmańskich wyborców, którzy wymuszają na władzach swoich krajów, których są obywatelami czy podatnikami, bardziej sceptyczny stosunek do Izraela. Myślę, że w tej sytuacji tym bardziej powinno zależeć temu państwu na sojusznikach, zamiast ich do siebie zrażać. To ostatni moment na refleksję.