Jak wynika z ustaleń "Gazety Wyborczej" jedzenie mogło być rozdawane podczas kampanii wyborczej. W latach 2014-2017 pracownicy dolnośląskiego PCK kradli odzież z kontenerów, a później za pośrednictwem firmy zarejestrowanej na "słupa" sprzedawali w zaprzyjaźnionych secondo handach i hurtowniach.

Oddziałem tamtejszego PCK kierował były radny sejmiku wojewódzkiego Rafał Holanowski. Jego zastępcą był poseł Piotr Babiarz, a dyrektorem – radny sejmiku Jerzy G., który przez prokuraturę podejrzewany jest o wyprowadzenie z Czerwonego Krzyża 1,2 mln zł.

Jak informuje "GW" część pieniędzy przeznaczana była na kampanie wyborcze polityków PiS, a dokładnie Piotra Babiarza i szefowej resortu edukacji Anny Zalewskiej, której bliskim współpracownikiem był Jerzy G. Minister ma zostać w tej sprawie przesłuchana. Nie wiadomo na razie, kiedy i w jakim charakterze.

Okazuje się też, że jeden z głównych oskarżonych, Bartłomiej Ł.-T., przed wyborami 2015 roku miał wpłacić na jej kampanię 7 tys. zł. Nie był to jedyny przypadek, a wpłaty na rzecz polityków PiS są częścią afery w PCK, którą bada prokuratura. Śledczy analizują także wątek ok. 46 ton żywności, która zniknęła z PCK.

Jak mówi jeden z byłych pracowników Czerwonego Krzyża część miała być rozdawana ludziom w trakcie ostatniej kampanii wyborczej do Sejmu. Miały to być paczki żywnościowe oraz jabłka. Sam Babiarz miał chwalić się w 2015 roku, że przed wyborami rozdał mieszkańcom 20 ton jabłek. Tymczasem w rozliczeniu kosztów kampanii znalazła się faktura tylko na 26 kg owoców.