Rekordy zarówno w dziedzinie liczby interpelacji po prostu zignorowanych, jak czasu, od kiedy czekają one na odpowiedź, od lat bije Ministerstwo Zdrowia - podaje RMF FM. Według danych Sejmu tylko resort ministra Szumowskiego zalega z udzieleniem łącznie 236 odpowiedzi na interpelacje poselskie. Stanowi to ponad 70 proc. wszystkich 334 interpelacji, na które nie udzielili posłom odpowiedzi wszyscy członkowie rządu.

Najstarsza z interpelacji dotyczy nieprawidłowości w produkcji żywności dla niemowląt - została złożona 8 lutego 2017 roku. 

Kancelaria premiera w ogóle nie odpowiedziała aż na 22 interpelacje. W wypadku najstarszych, termin udzielenia odpowiedzi został przekroczony o 281, 231, 215, 163, 131, 124 i 117 dni. Jak pisze RMF FM, KPRM sprawnie posługuje się też wybiegiem, polegającym na wysłaniu do Sejmu prośby o przedłużenie 21-dniowego terminu na udzielenie odpowiedzi.

Resort kultury w ogóle nie odpowiedział na 24 poselskie interpelacje. W sprawie najstarszej z nich termin upłynął ponad rok (372 dni) temu, w wypadku pozostałych - 348, 334, 316, 281 dni temu itd.

Resort min. Ziobry - o prolongatę udzielenia terminu odpowiedzi wystąpił tylko raz, a na niewygodne pytania po prostu nie odpowiada. Dziś czekają na to 22 interpelacje.

Możliwość składania interpelacji poselskich jest jedną z podstawowych form kontroli parlamentarnej nad działaniami rządu. Nie jest interpretacją przepisów, ale oczywistą, jasną normą, skierowaną zresztą nie jako ich prawo - do posłów, ale opisaną jako obowiązek - do premiera i członków rządu. Art. 115 p. 1 Konstytucji mówi wprost: Prezes Rady Ministrów i pozostali członkowie Rady Ministrów mają obowiązek udzielenia odpowiedzi na interpelacje i zapytania poselskie w ciągu 21 dni.

CIS: statystyki odpowiedzi na interpelacje poselskie (komunikat)

W nawiązaniu do opublikowanego dzisiaj na stronie portalu rmf24.pl artykułu, poświęconego opóźnieniom w odpowiadaniu przedstawicieli rządu na interpelacje poselskie, Centrum Informacyjne Sejmu wyjaśnia, że w przekazanych czytelnikom informacjach zabrakło podstawowych danych, umożliwiających obiektywne spojrzenie na skalę zjawiska i jego istotę.

Podstawową nieścisłością jest brak zestawienia informacji o liczbie interpelacji czekających na odpowiedź z tymi, które ogółem wpłynęły i na które odpowiedź została już udzielona. Z artykułu wynika jedynie, że członkowie Rady Ministrów dotąd nie udzielili odpowiedzi na 334 interpelacje (według stanu na 7 marca 2019 r. jest ich mniej - 304). W publikacji nie znalazła się natomiast informacja, że tylko w bieżącej kadencji interpelacji wpłynęło ponad 30 tys. (według stanu na 7 marca 2019 r. - 30 115). Oznacza to, że problem opóźnień, choć ważny i godny odnotowania, dotyczy 1 proc. przypadków, a na pozostałe 99 proc. interpelacji (czyli na ponad 29,5 tys.) odpowiedź została udzielona.

Druga z informacji wymagających sprostowania to zestawienie pt. "resorty, które ignorują interpelacje poselskie". Czytelnikom nie wyjaśniono, że podmiot, który zalega z największą liczbą odpowiedzi, czyli Minister Zdrowia, jest także rekordzistą w liczbie interpelacji do niego zaadresowanych. Tylko w bieżącej kadencji Sejmu do resortu zdrowia wpłynęły 4 234 interpelacje, co oznacza, że problem opóźnień - nieco ponad 200 przypadków - dotyczy 5 proc. interpelacji.

Na zakończenie warto też dodać, że zjawisko opóźnień w udzielaniu odpowiedzi na niektóre interpelacje jest zauważalne od wielu kadencji i ma, jak się wydaje, obiektywny związek ze stale rosnącą liczbą tego typu dokumentów. O ile w 2002 r. wpłynęło 2 217 interpelacji, w 2006 r. - 5 458, 2008 - 6 713, to już w 2017 r. było ich 9 293, a w 2018 - 10 115.