Od 19 kwietnia rurociągiem Przyjaźń płynęła przez Białoruś w kierunku zachodnim zanieczyszczona ropa; w surowcu wykryto przekroczenie norm chlorków organicznych. Tranzyt ropy wstrzymały polski PERN oraz ukraińska Ukrtransnafta, a 30 kwietnia także białoruski operator. W efekcie rosyjskie władze wstrzymały przesyłanie ropy płynącej rurociągiem Przyjaźń do Europy Wschodniej i Niemiec.

W czwartek prezes Obajtek mówił: "Mamy rozwiązania i je realizujemy. Liczymy, że ropa niebawem popłynie". Spółka liczy, że nastąpi to "zdecydowanie szybciej" niż do końca miesiąca - dodał.

Jak zaznaczył, spółka pracuje nad rozwiązaniem tego problemu wspólnie z partnerami - Lotosem, PERN, rafineriami w regionie. To nie jest wyłączenie sprawa rafinerii Orlenu, ale też Lotosu i zakładów niemieckich - przypomniał.

Podkreślał, że nie ma żadnego zagrożenia dla pracy rafinerii, zakłady w naszej grupie pracują "na pełnych obrotach", a problem z rosyjską ropą nie przekłada się na jakość paliw i na skalę produkcji.

Mówiąc o zanieczyszczonej ropie, która zalega w rurociągach, Obajtek stwierdził, że to problem zarówno biznesowy, jak i techniczny, ale sprawy idą w dobrym kierunku. - Mamy kilka rozwiązań, niektóre są realizowane - dodał prezes PKN Orlen.

Jak informował pod koniec kwietnia wiceprezes PKN Orlen Zbigniew Leszczyński, polski koncern ma zabezpieczoną produkcję "na najbliższe tygodnie i miesiące".