Na pytanie, czy PSL zrobi w tył zwrot, Kosiniak-Kamysz odpowiedział: "Podejmie decyzję. Pewien etap za nami. Koalicja Europejska była powołana na wybory europejskie. Te wybory się zakończyły. My plan wykonaliśmy. Mamy trzech europosłów, to są najważniejsi politycy PSL".

Przyznał, że "satysfakcji wielkiej nie ma, no bo wynik nie taki, jak by chcieli". - Szczególnie dystans do zwycięzców zbyt duży. Co zrobimy? Najpierw konsultacje. Zaczynamy od Rady Naczelnej, potem debaty wewnętrzne od gminy, przez powiat, do województwa. W czerwcu podejmiemy decyzję – poinformował lider PSL-u.

Dodał, że wszystkie partie koalicji muszą wyciągnąć wnioski z kampanii, która nie przyniosła zakładanego efektu. Ocenił, że "niebezpieczny był skręt w lewo", przed którym ostrzegało PSL.

- Atak na wspólnotę Kościoła. Nie chodzi mi o hierarchię. Hierarchowie naprawdę mają dzisiaj bardzo duży problem, bo na spotkaniach wielokrotnie padało: nie zajęli się tym, nie zajęli się tamtym. Po filmie Sekielskich – też w kontekście pedofilii. Ale atak na wspólnotę Kościoła jako wszystkich wierzących zmobilizował elektorat PiS. Ten niebezpieczny skręt w lewo dotyczący LGBT wynikał z przeświadczenia, że to jest sprawa najważniejsza, która interesuje Polaków. Okazało się, że nie. Lewicowy elektorat policzył się u Biedronia. To jest 6 proc. w najlepszych dla nich wyborach – wskazał lider ludowców.

Zdaniem Kosiniaka-Kamysza jego ugrupowanie pod własnym szyldem miałoby "4,5 proc. i żadnego europosła". - No, można się załamać. Widzę, jak Paweł Kukiz to przeżył. A my obroniliśmy pozycję w europarlamencie – zaznaczył.

W ocenie prezesa PSL opozycja powinna wystawiać wspólne listy. - Ja bym zaczął od Senatu. To jest to minimum – podkreślił.

Pytany, czy wspólne listy do Senatu są pewne i czy liczy na zwycięstwo, odpowiedział: "ja liczę na zwycięstwo. Trzeba robić wszystko, żeby wygrać wybory, a nie mówić, że nas interesuje tylko Senat, żeby blokować jakieś złe rozstrzygnięcia". - I tak samym Senatem nie da się ich zablokować, a trzeba zmieniać Polskę na lepsze. Trzeba zjednoczyć Polaków, bo te wybory pokazały jeszcze coś innego. Ogromne emocje i ogromny podział społeczny. Ta polaryzacja jest gigantyczna – wskazał.

Na pytanie, czy jeśli do koalicji dołączyłby Robert Biedroń, to PSL z niej wyjdzie, podkreślił, że tu jest "non possumus, granica, której nie przekroczymy". - Przyłączenie, czy w ogóle chęć przyjęcia Roberta Biedronia, współpracy w ramach koalicji, jest momentem, kiedy PSL w tej koalicji na pewno nie będzie. Nie zmieścimy się - ocenił.

Kosiniak-Kamysz został zapytany w środę w Radiu Zet, czy dojdzie do jego "honorowej dymisji". Nie wiem, z jakiego powodu - odpowiedział. Jako PSL uzyskaliśmy to, co było w planie minimum, te 3 mandaty. Nie byłem też liderem Koalicji Europejskiej, bo jestem liderem PSL-u - dodał.

Jak mówił, o swoją pozycję w partii jest "bardzo spokojny". Wiem, jak ciężko pracuję każdego dnia, jakie trudne chwile przeżyliśmy w PSL-u przez ostatnie 3,5 roku, kiedy próbowano nam rozbić klub, kiedy upokarzano nas i niszczono, każdego dnia w telewizji rządowej. Wiem też, co się udało zrobić w tej kampanii i co się nie udało - powiedział lider ludowców.

Zaznaczył, że nie jest idealny i też popełnia błędy, ale zrobi wszystko, "żeby wynik na jesień był jak najlepszy i pozycja PSL była rozgrywająca w Sejmie".

rezes PSL przyznał, że jego partia powinna wyciągnąć wnioski z kampanii tych osób, które odniosły sukces. "Zasuwać od światu do nocy, nie skupiać się na tym, co mówi PiS, tylko przedstawiać swoje rzeczy". Podkreślił, że "żaden anty PiS sam w sobie nie daje efektu".

Dodał, że "nie należy skręcać ani nadmiernie w prawo, w skrajną prawicę, ani w skrajną lewicę, bo elektorat światopoglądowy jest bardzo wąski w Polsce i nie ma co w tym kierunku iść". Ocenił, że "ta koncepcja przegrała".