Marsz miałby się odbyć 20 lipca - taką datę podali jego inicjatorzy na konferencji prasowej. "Cele i założenia marszu to nie tylko przeciwdziałanie dyskryminacji ze względu na orientację seksualną, ale też wyraz solidarności z osobami LGBT plus i walka o prawa człowieka, które mamy wszyscy i o których respektowanie nie powinniśmy musieć walczyć, ale musimy" - mówili wtedy.

Na wtorkową sesję Rady Miasta Białystok radni Prawa i Sprawiedliwości przygotowali projekt stanowiska, które chcieli wprowadzić do porządku obrad. Zapisali w tym stanowisku m.in., że rada "nie wyraża zgody na manifestacje zagrażające bezpieczeństwu publicznemu, uderzające szczególnie w rodzinę, w środowiska katolickie i prawosławne, obrażanie uczuć religijnych mieszkańców Białegostoku, nie wyraża zgody na demoralizację naszych dzieci i młodzieży".

Odwoływali się do zdarzeń z marszów równości m.in. w Gdańsku i Warszawie. Napisali w projekcie stanowiska, że organizatorzy takich przedsięwzięć nie są w stanie zapanować nad uczestnikami marszów, a w szczególności "nad ich zachowaniami nacechowanymi negatywnie w stosunku do osób o odmiennych poglądach religijnych czy politycznych".

"Rada Miasta Białystok krytycznie podchodzi do wszelkich prób nachalnego narzucania przez środowiska LGBT ideologii podważającej fundamentalne znaczenie wartości rodziny i chrześcijańskiego dziedzictwa kulturowego w społeczeństwie, a także manifestujące brak poszanowania dla innych wartości, którymi kierują się mieszkańcy miasta" - głosił projekt stanowiska, w którym był też apel rady do prezydenta Białegostoku, by rozważył wydanie zakazu takiego marszu z powodu zagrożenia bezpieczeństwa i porządku publicznego.

W dyskusji radny niezrzeszony Maciej Biernacki mówił, że nie obawia się ekscesów w czasie marszu równości w mieście, a raczej takich działań ze strony kontrmanifestantów. Wskazywał na drogę sądową, a nie administracyjne zakazy, jako właściwą w przypadku obrazy uczuć religijnych. Jeśli jakaś grupa społeczna chce zamanifestować swoje poglądy, to ma do tego prawo, bo żyjemy w demokratycznym, wolnym państwie - mówił radny. Podkreślał, że Białystok to miasto "otwarte i tolerancyjne".

Radny PiS Paweł Myszkowski odpowiadał, że obawy wyrażone w projekcie stanowiska wynikają z sygnałów od mieszkańców, "którzy obawiają się, że w Białymstoku dojdzie do takich sytuacji, jakie miały miejsce w Warszawie, Gdańsku czy też w Częstochowie".

Natomiast radny Koalicji Obywatelskiej Marcin Moskwa wyraził przekonanie, że w czasie marszu rzeczywiście mogą mieć miejsce "zachowania prowokacyjne i niepożądane". Ponieważ taka jest dynamika marszu, dynamika manifestacji (...) Nie podobają mi się kpiny z religii, które miały miejsce w Gdańsku czy Warszawie, parodia najświętszego sakramentu, mszy świętej w durszlaku na głowie. Niemniej jednak nie możemy zakazywać obywatelom manifestacji w sprawie, którą oni uważają za słuszną - dodał.

Zwrócił uwagę, że do białostockiego magistratu nie wpłynął dotychczas wniosek w sprawie organizacji takiego marszu, a sama informacja o tym pochodzi z mediów. Stanowisko rady miasta w stosunku do wydarzenia, które nie wiadomo, czy będzie się odbywało, też uważamy za przedwstępne - dodał radny KO.

Ostatecznie projekt stanowiska nie znalazł się w programie sesji, bo w głosowaniu za wprowadzeniem go było dziesięć osób, dwie były przeciw, a trzynaście wstrzymało się od głosu. W białostockiej radzie samodzielną większość ma KO, PiS jest w opozycji.