We wtorek lider PO Grzegorz Schetyna ogłosił na inauguracji kampanii wyborczej w Warszawie, że kandydatką na premiera KO jest Małgorzata Kidawa-Błońska, która będzie "jedynką" list KO w Warszawie. Schetyna będzie startować z pierwszego miejsca we Wrocławiu. Kidawa-Błońska będzie takim +kwiatkiem do kożucha+ dla Stanisława Gawłowskiego, Sławomira Neumanna, Jana Grabca. Całe to otoczenie Grzegorza Schetyny pozostaje wpływowym" - powiedział Brudziński we wtorek w Polsat News. Jego zdaniem, za kandydaturą Kidawy-Błońskiej "nadal stoją ambicje Grzegorza Schetyny".

Szef sztabu wyborczego PiS porównał ogłoszenie kandydatury Kidawy-Błońskiej na premiera do wyborów parlamentarnych w 1947 roku. To taka szkatułka jak w 1947 roku, kiedy komuniści w Polsce sfałszowali wybory. Polacy ukuli taki wierszyk +to taka dziwna szkatułka, że wrzucasz Mikołajczyka, a wyskakuje Gomułka+ - mówił.

Brudziński zauważył też, że mieszkańcy Wrocławia, Dolnego Śląska, zbierali podpisy pod listą, na której była Kidawa-Błońska, a - jak podkreślił - z wrocławskiej pieczary wyskoczył Grzegorz Schetyna. Stoimy twardo na ziemi, stoimy w realiach polityki. Kto o zdrowych zmysłach wierzy, że Grzegorz Schetyna schował swoje ambicje do kieszeni i teraz rzeczywiście zamknie się w tej pieczarze, tym razem na Dolnym Śląsku - pytał Brudziński.

Pytany o to, czy kandydatura Kidawy-Błońskiej na premiera nie zaszkodzi poparciu PiS, Brudziński odpowiedział: PiS ma świadomość odpowiedzialności i ogromu zadań, jakie przed nim stoją, aby kontynuować ten dobry czas dla Polski, który udało się PiS przez ostatnie cztery lata rzeczywiście wprowadzić.