Dziennik Gazeta Prawana logo

#SilniRazem: hejterzy czy społecznicy?

26 września 2019, 06:26
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Twitter
Twitter/Shutterstock
DGP jako pierwszy porozmawiał z inicjatorami akcji rozgrzewającej polityków do białości. Dla zwolenników PiS są uosobieniem zła. Dla sympatyków opozycji ‒ głosem niezadowolonego z rządów ludu.

Michał Woś, członek Rady Ministrów: ‒ To największy ściek na Twitterze.

Sebastian Kaleta, wiceminister sprawiedliwości: ‒ Przemysł hejtu.

Michał Dworczyk, szef kancelarii premiera: ‒ Zaplanowana akcja firmowana przez posła Krzysztofa Brejzę. Oburzające.

Tak o akcji #SilniRazem i ludziach w nią zaangażowanych mówią politycy Prawa i Sprawiedliwości. Koalicja Obywatelska zaś hasło #SilniRazem wyniosła na swe auta, plakaty i profile w mediach społecznościowych.

Sęk w tym, że z tymi, którzy stoją za akcją #SilniRazem, jeszcze nikt nie rozmawiał. Kilka osób – ludzie w różnym wieku, wykonujący różne zawody, o zupełnie innej ekspresji. To, co ich łączy, to nadzieja, że uda się odsunąć PiS od władzy.

Twitterowy samouczek

#SilniRazem to akcja z Twittera. Znak # oznacza hashtag. Służy on oznaczaniu treści. Pozwala to osobom o podobnych poglądach znajdować pokrewne dusze w sieci, przez co komentarze umieszczane w internecie mogą łatwiej docierać do szerokiego grona. Dlaczego o jednym hashtagu i ludziach, którzy go wymyślili, warto pisać w ogólnopolskiej gazecie? Choćby dlatego, że hashtag #PiS na Twitterze od 16 do 20 września 2019 r. został użyty 2292 razy, a hashtag #KoalicjaObywatelska ‒ 872 razy. #SilniRazem? 13 145.

mówi kfnde2. Występuje pod pseudonimem jak większość twórców inicjatywy. Woli, by nie prześwietlano jego życiorysu tylko dlatego, że ma poglądy polityczne rozbieżne z obecną władzą.

‒ mówi Tatiana Saternus, jedna z niewielu osób występujących pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Dodaje, że nikt spośród kilku inicjatorów akcji nie przypuszczał, że po dwóch miesiącach stanie się ona hasłem KO prezentowanym na busach oraz zarzewiem politycznych sporów na najwyższym szczeblu.

Czyj hejt

Użycie hasła #SilniRazem przez Koalicję Obywatelską zostało ocenione negatywnie nie tylko przez sympatyków PiS, lecz także niezależnych komentatorów. Zostało to odebrane jako wspieranie wulgarnego zachowania i przyzwolenie na internetowe ataki. Pod wieloma wpisami na Twitterze, które są oznaczone hasłem #SilniRazem można bowiem znaleźć najpodlejsze wyzwiska, personalne ataki, a nawet życzenia śmierci. Część z nich - jak wykazano - pochodzi od sympatyków PiS-u, którzy chcą dziś ośmieszyć jedno z haseł wyborczych KO. Ale agresja słowna pojawiła się znacznie wcześniej - gdy politycy jeszcze o #SilniRazem tyle nie mówili.

przyznaje Luka_cnd (kolejny pseudonim). Jak jednak tłumaczy, nie da się tego uniknąć. Każdy posiadający konto na Twitterze może oznaczyć swój wpis wybranym hashtagiem. Zdarza się więc, że osoba o poglądach politycznych zbliżonych do inicjatorów akcji prezentuje swe stanowisko w sposób odbiegający od standardów.

uważa Luka_cnd. Tatiana Saternus dodaje zaś, że dowodem na to, iż inicjatorzy akcji nie popierają wulgarnych ataków na inne osoby, jest to, iż zgłaszają oni takie internetowe wpisy do administracji portalu społecznościowego.

Choć są też osoby od dawna zaangażowane w budowanie społeczności #SilniRazem, które nie stronią od bardzo ostrego języka. Ostatnio z bardzo agresywnymi atakami mierzył się Konrad Piasecki, dziennikarz TVN24, którego oskarżano m.in. o "pachołkowatość" wobec PiS-u oraz sugerowano bardzo złe pochodzenie.

Oby nie PiS

"To niedopuszczalne przejęcie obywatelskiego hasztaga przez jeden komitet wyborczy. Zawłaszcznie wspaniałej ponadpartyjnej akcji i wykorzystanie osób, które przecież nie popierają tylko KO, do generowania zasięgu jednemu tylko komitetowi (pisownia oryginalna ‒ red.)" ‒ napisała Anna-Maria Żukowska, rzeczniczka prasowa Lewicy, po ogłoszeniu, że hasło #SilniRazem pojawi się na busach KO. Politycy PiS uważają, że cała akcja od początku była inspirowana przez polityków Platformy Obywatelskiej. Pytam zatem swoich rozmówców o to, czy naprawdę mamy do czynienia z oddolną inicjatywą sympatyków KO.

prostuje piotr_chy. Podkreśla, że to, co łączy inicjatorów akcji, to chęć pomocy opozycji wynikająca z niechęci do rządów PiS. zapewnia Piotr.

Ale czy to ma jakikolwiek sens? Czy za pośrednictwem akcji na Twitterze można w ogóle wpłynąć na wynik wyborczy?

twierdzi Tomasz Stanisławski (dane prawdziwe). I jako przykład podaje ‒ jak mówi ‒ przyklejenie „gęby” przez zwolenników PiS prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu. wylicza Stanisławski. I dodaje, że najlepiej o sile mediów społecznościowych w dzisiejszej polityce świadczy to, jak dużą wagę do tego przykładają Amerykanie. I że największe światowe media śledzą każdy ruch w mediach społecznościowych tuzów światowej polityki.

‒ mówi jeden z czołowych polityków PO.

Z drugiej strony, gdyby nie #SilniRazem, nie byłoby kolejnej akcji - #DajPłot. Ta już stanowi połączenie aktywności internetowej ze światem rzeczywistym. Otóż zwolennicy opozycji informują na Twitterze, że wyrażają zgodę na nieodpłatne przywieszenie reklam wyborczych na terenie ich nieruchomości. Płacht z twarzami polityków dzięki tej inicjatywie zawisło już w Polsce kilkaset.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj