Wassermann wraz z innymi kandydatami PiS rozdawała ulotki zachęcające do udziału w głosowaniu 13 października.

Chcemy poprosić wszystkich, aby w niedzielę tak zaplanowali ten dzień, żeby znaleźli czas na głosowanie. Po drugie, aby zastanowili się, czy w ich otoczeniu, w ich rodzinie czy sąsiedztwie jest ktoś, kto chciałby iść na wybory, ale na przykład nie ma na to siły, nie ma możliwości dojazdu, być może trzeba mu pomóc – mówiła Wassermann.

Kandydatka PiS apelowała, żeby każdy zadzwonił do swojego bliskiego czy znajomego i zapytał, czy na pewno wybiera się głosować i zachęcił go do tego. - 13 października będziemy decydować o losach Polski na najbliższe cztery lata. Będziemy decydować, czy to będzie Polska plus czy Polska minus, czy dalej będziemy kontynuować nasze programy czy istnieje dla nich zagrożenie – mówiła Wassermann.

Dopytywana przez dziennikarzy, co jest stawką tych wyborów, Wassermann powiedziała, że w tych wyborach "toczy się walka o pełną demokrację, o pełen pluralizm, o to, czy programy, które udało się przez cztery lata wypracować, nie zadłużając państwa polskiego, będą kontynuowane".

Toczy się walka o to – o co walczymy i co będziemy umacniać - czy nasza pozycja w Europie czy na świecie będzie znacząca, czy też będziemy krajem, który jest z tyłu i nie ma przełożenia na to, co się dzieje – podkreśliła Wassermann, mówiąc m.in. o "rewelacyjnych stosunkach z USA".

Wassermann jest posłanką obecnej kadencji Sejmu – w wyborach w 2015 r. startowała z listy PiS jako kandydatka bezpartyjna. W 2018 r. przegrała z Jackiem Majchrowskim wybory na prezydenta Krakowa. Jest m.in. przewodniczącą sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold.