Hołownia zdradza, że duchowny udzielający komunii celowo go pominął. "Przez parę dekad doświadczyłem w moim Kościele wiele, odmawiano mi komunii na rękę, pokrzykiwano, że nie tak stoję, ale to - publiczny osąd sumienia - przyznam: wprawia mnie w osłupienie" - napisał kandydat na prezydenta.
Po tym, jak zapytał księdza, dlaczego tak postąpił, usłyszał, że karmelicie nie pozwala sumienie, ze względu na poglądy Hołowni.
Ostatecznie jednak duchowny udzielił Hołowni komunii, grożąc mu przy tym palcem, jak małemu dziecku.
Mimo przykrego doświadczenia celebryta zauważa, że ksiądz miał zapewne dobre intencje i po prostu "chciał bronić Kościoła, Jezusa, bliskich sobie wartości. Pytanie tylko, czy na pewno powinien ich bronić przede mną".
"Od dziś wiem, jak czują się ci wszyscy, którzy tyle razy opowiadali mi o przeżywanym w moim Kościele poczuciu wykluczenia ze wspólnoty, a ja mogłem tylko kiwać głową. Szli do domu, a uznano że źle wypełnili formularz i zostali wyproszeni z urzędu. Było to więc potrzebne doświadczenie" - pisze dalej Hołownia.
Już po opublikowaniu pierwszej wersji posta dziennikarz dopisał, że zadzwonił do niego z przeprosinami rzecznik prasowy archidiecezji warszawskiej.
Następnie wyedytował swój wpis jeszcze raz, zadając swoim sympatykom retoryczne pytanie:
Pytany wcześniej przez PAP o ocenę stosunków państwo - Kościół Hołownia przyznał, że "one zaszły za daleko". - - powiedział.