Budka przypomniał na konferencji w Sejmie, że mija rok od zabójstwa prezydenta Gdańska, które do tej pory nie zostało w pełni wyjaśnione. - W ostatnim czasie dochodzą do nas kolejne informacje o przedłużającym się postępowaniu, o przesłuchiwaniu kolejnych świadków i niestety opinia publiczna otrzymuje sprzeczne wiadomości w tej sprawie - mówił Budka.

Reklama

Podkreślił, że wbrew zapewnieniom, iż wszyscy otrzymają pełną informację o ewentualnych zaniedbaniach organów państwa i możliwości przeciwdziałania zabójstwu Adamowicza, nie ma pełnej wiedzy dotyczącej współpracy Służby Więziennej i policji. Budka mówił, że nie można pozostawić na kolejne miesiące postępowania ws. zabójstwa Adamowicza.

Dlatego klub Koalicji Obywatelskiej zwraca się do marszałek Sejmu Elżbiety Witek o wprowadzenie na najbliższym posiedzeniu informacji Prokuratora Generalnego, ministra sprawiedliwości o szczegółach tego postępowania - powiedział Budka.

Argumentował, że opinia publiczna ma prawo wiedzieć, co do tej pory zrobiono, by w pełni wyjaśnić zabójstwo prezydenta Gdańska.

Obowiązkiem Sejmu RP jest przeprowadzenie tej informacji tak, aby ta śmierć została wyjaśniona, a osoby winne ukarane - powiedział Budka.

To, co się stało rok temu, miało charakter publicznej egzekucji - oświadczył brat zamordowanego i poseł KO Piotr Adamowicz. Przypomniał, że w okresie poprzedzającym śmierć jego brat był ofiarą "całej serii napaści i obelg".

Zaznaczył, że po zabójstwie jego brata nic się w życiu publicznym nie zmieniło. - Powrócił hejt, powróciły obelgi, powróciły akcje mniej lub bardziej zorganizowane w wykonaniu tzw. mediów narodowych - mówił. Doświadczać tego, jego zdaniem, zaczęła prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz, a ostatnio marszałek Senatu Tomasz Grodzki. - Chciałbym zadać tylko jedno pytanie, kto będzie następny - powiedział Adamowicz.

13 stycznia 2019 r. podczas gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy 27-letni Stefan W. zadał prezydentowi Gdańska Pawłowi Adamowiczowi ciosy nożem na scenie podczas finału WOŚP. Samorządowiec w bardzo ciężkim stanie trafił do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku - zmarł tam 14 stycznia. Miał 53 lata, prezydentem miasta był od 20 lat.

Stefan W. został zatrzymany tuż po ataku na samorządowca. Postawiono mu zarzut zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Czyn ten jest zagrożony karą co najmniej 12 lat więzienia, 25 lat pozbawienia wolności, a nawet dożywocia. Stefan W. nie przyznał się do jego popełnienia. W chwili zdarzenia był trzeźwy, nie był także pod wpływem środków odurzających ani leków.

Śledztwo ws. zabójstwa prezydenta Gdńska prowadzi Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. W listopadzie prokuratura informowała, że miesiąc wcześniej otrzymała opinię sądowo-psychiatryczną dotyczącą Stefana W., poprzedzoną obserwacją mężczyzny. Śledczy uznali, że wymaga ona uzupełnienia. Według prokuratora, biegli bowiem nie odnieśli się do wszystkich kwestii, mających znaczenie dla oceny poczytalności podejrzanego w chwili popełnienia zarzuconego mu czynu.

Wcześniej Stefan W. był karany za napady z bronią w ręku na placówki bankowe. W tej sprawie zatrzymano go w czerwcu 2013 r., a rok później sąd skazał go na 5,5 roku więzienia. Odbywanie kary skazany skończył 8 grudnia 2018 r.