Szef Polskiego Stronnictwa Ludowego i kandydat ludowców w wyborach prezydenckich odwiedził w środę województwo świętokrzyskie. Spotkał się z mieszkańcami Jędrzejowa i Sędziszowa.

Reklama

- Podział polityczny, który się zaostrzył w ostatnich latach jest katastrofą dla bezpieczeństwa państwa, a prezydent jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo. Żeby państwo było silne, to ludzie muszą ze sobą rozmawiać, państwo może być silne w zjednoczeniu swoich obywateli. Polska polityka została sprowadzona do rynsztoku obłudy i nienawiści – podkreślił Kosiniak-Kamysz.

Szef ludowców ocenił, że obecna sytuacja w kraju jest niebezpieczna dla jego stabilności i suwerenności. - Nie chodzi o to, aby się ze sobą na wszystko zgadzać, ale by prowadzić dyskusję. Trzeba przywróć wspólnotę narodową, bo ona jest gwarantem bezpieczeństwa. Z historii wiemy, że mieliśmy sojusze i względnie silną armię, ale one nie zadziałały. Polska się rozpadała przez konflikty wewnętrzne. To zawsze było tragiczne dla naszego kraju. Trzeba przywrócić normalność i to jest idea, dla której startuję - powiedział.

Jednocześnie zaapelował o merytoryczną kampanię. Ocenił też, że gest wykonany podczas ostatnich obrad Sejmu przez posłankę PiS Joannę Lichocką "obrazował intencje obozu władzy do obywateli i opozycji".

Pytany przez dziennikarzy, czy weźmie udział w debatach przedwyborczych, Kosiniak-Kamysz zapewnił, że jest do nich gotowy od grudnia, czyli od momentu, kiedy ogłosił start w wyborach. - Deklaruję udział w debatach ze wszystkimi kandydatami, bez warunków wstępnych. Oczekuję na określenie się od prezydenta Andrzeja Dudy. Jak był kandydatem na prezydenta pięć lat temu bardzo chciał debatować, dzisiaj tej ochoty nie widzę. Jestem gotowy do debaty – podkreślił.

Lider PSL zadeklarował też zwiększenie wydatków na służbę zdrowia, wprowadzenie dobrowolnego ZUS-u dla samozatrudnionych oraz wzmocnienie samorządność poprzez nadanie osobowości prawnej sołectwom.

Odniósł się także do problemów rolników. W tym kontekście przypomniał o trwających negocjacjach w sprawie unijnego budżetu.

- My wynegocjowaliśmy ponad 32 miliardy euro na wsparcie polskiego rolnictwa. Teraz, jeśli mamy komisarza do spraw rolnictwa, myślę, że 35 miliardów, to minimum, jakie powinniśmy wynegocjować. Jeśli budżet będzie gorszy od tego, który był wynegocjowany na lata 2014-2020, to winę ponoszą za to rządzący, którzy wyznają jedną doktrynę - doktrynę wojny - mówił Kosiniak-Kamysz.