- Chciałbym z tego miejsca zadeklarować, że jeżeli zostanę prezydentem, to będę budował mosty między wschodem a zachodem. Będę budował mosty między przyjaciółmi z Białorusi, z Ukrainy, z Litwy, a Polakami. Niech nasi sąsiedzi w końcu usłyszą, że Polacy mają i zawsze mieli swoich przyjaciół na wschodzie - mówił na konferencji prasowej w Białymstoku Biedroń.

Reklama

Dodał, że szczególnie w regionach przygranicznych takich jak Podlaskie ważne jest, by taką współpracę zacieśniać na forum samorządów, społeczności lokalnych, lokalnych władz w: kulturze, sferze społecznej, gospodarczej. Ocenił, że mimo różnych zastrzeżeń do władz na Białorusi, "nie musimy karać złą polityką wschodnią mieszkańców Białorusi".

- Dlaczego mieszkańcy Białorusi, Ukrainy, Litwy czy Rosji, mają płacić cenę za nieodpowiedzialnych polityków rządzących naszymi krajami? To musi się zmienić. Chciałbym być prezydentem, który będzie budował mosty, chciałbym być dobrym gospodarzem naszego regionu. Chciałbym doprowadzić do tego, że nie będziemy więcej budowali zasieków, przejść granicznych, wielkich murów, ale będziemy budowali mosty, które będą łączyły nasze narody i nasze społeczeństwa - mówił Biedroń, który jest przewodniczącym delegacji Parlamentu Europejskiego ds. Białorusi. Apelował do innych kandydatów o działanie na rzecz porozumienia i na wschodzie, i na zachodzie.

W południe w Hajnówce (Podlaskie) Robert Biedroń wziął udział w społecznych uroczystościach ku czci ofiar pacyfikacji kilku białoruskich wsi w rejonie Bielska Podlaskiego, których w 1946 r. dokonał oddział podziemia niepodległościowego pod dowództwem Romualda Rajsa "Burego". Ta społeczna uroczystość jest od trzech lat odpowiedzią na marsz, organizowany z Hajnówce przez środowiska narodowe, który upamiętnia m.in. właśnie Rajsa "Burego". W niedzielę taki marsz odbył się po raz piąty.

- Jest coś gorszącego, kiedy zbrodniarz jest nazwany bohaterem, a później rodzina otrzymuje zadośćuczynienie, a ofiary nie dostały żadnego zadośćuczynienia. Nie chodzi tylko o zadośćuczynienie finansowe, ale i moralne. Państwo powinno stanąć po stronie ofiary, a nie zbrodniarza. I kiedy państwo nie stoi po stronie ofiary, to jest słabe - mówił Biedroń w Hajnówce.

Powiedział też, że tragedia sprzed 74 lat jest wykorzystywana przez niektórych do tego, by dzielić. - Rzeczy trzeba nazywać po imieniu - tutaj byli oprawcy i były ofiary. Były kobiety i dzieci, które niczemu niewinne straciły życie tylko ze względu na nienawiść drugiej strony - oprawcy - mówił Biedroń. Powiedział też, że jeśli zostanie prezydentem, jako głowa państwa odda cześć ofiarom pacyfikacji z 1946 roku.

W Białymstoku Biedroń dodał - odnosząc się do hajnowskiego marszu - że ważne jest, by za każdym razem kiedy jest to możliwe, próbować budować wspólnotę.

- Hajnówka jest ziemią, która została zroszona krwią, krwią, którą przelali niewinni ludzie, kobiety i dzieci. Także krwią, której nie musiało być na tej ziemi, której można było uniknąć. Dzisiaj w symboliczny sposób byliśmy tam, by pokazać nasz sprzeciw wobec tego marszu, który rozdrapuje rany, które jeszcze się nie zagoiły, marszu, który przywołuje najgorsze skojarzenia naszej historii - mówił dziennikarzom Biedroń. - Te 79 ofiar "Burego" to symbol tego, co może się dziać, kiedy dzielimy społeczeństwo, kiedy nazywamy jednych gorszym, a drugich lepszym sortem, kiedy szukamy wroga wśród sąsiadów, wśród najbliższych - dodał.

Roberta Biedronia poparła w niedzielę przewodnicząca Inicjatywy dla Białegostoku Katarzyna Sztop-Rutkowska, bo - jak mówiła - jest on "gwarantem budowania mostów" na rzecz porozumienia, a Polsce potrzebny jest "otwarty" prezydent, świadomy różnic w społeczeństwie i tego, że można ze sobą rozmawiać.

W Białymstoku otwarto w niedzielę 518. w Polsce komitet Roberta Biedronia.