Dziennik Gazeta Prawana logo

Lekarze szachują rząd Tuska

29 listopada 2007, 03:06
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
28.11.2007 Warszawa ministerstwo zdrowia konferencja prasowa minister zdrowia Ewa Kopacz i zwiazkow zawodowych lekarzy Krzysztof Szramik Krzysztof Bukiel po rozmowach obu stron
Fot.Piotr Kowalczyk
28.11.2007 Warszawa ministerstwo zdrowia konferencja prasowa minister zdrowia Ewa Kopacz i zwiazkow zawodowych lekarzy Krzysztof Szramik Krzysztof Bukiel po rozmowach obu stron Fot.Piotr Kowalczyk/Inne
Minister zdrowia Ewa Kopacz walczy o wielką stawkę: wiarygodność całego gabinetu. Wczorajsze rozmowy z lekarzami skończyły się impasem. Wciąż nie wiadomo, czy ustawa ograniczająca czas ich pracy zacznie obowiązywać od 2008, czy od 2009 roku. Kolejna tura rozmów za tydzień - pisze DZIENNIK.

Spotkanie minister zdrowia z lekarzami z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy trwało ponad trzy godziny. Kopacz przekonywała podczas konferencji, że 1 stycznia na oddziałach nie zabraknie lekarzy. Związkowcy twierdzili, że rozmowy przebiegały w dobrej atmosferze. Jednak nie pozostawili wątpliwości: "Jeśli nie będzie dodatkowych pieniędzy, wyrażam wątpliwość co do powodzenia kolejnych rozmów. Oczekujemy konkretnych rozmów o pieniądzach" - oświadczył ostro szef OZZL Krzysztof Bukiel. Lekarze podtrzymują swoje żądania: na pracę powyżej 48 godzin zgodzą się tylko wtedy, gdy ich pensje wzrosną trzykrotnie. Chcą też spotkania z Donaldem Tuskiem.

Kopacz szukała pieniędzy w Ministerstwie Finansów. We wtorek trzykrotnie konsultowała się w tej sprawie z ministrem Jackiem Rostowskim. Ale bez skutku. "Nie ma mowy, żebyśmy dźwigali wydatki na dyżury lekarskie" - nie pozostawia złudzeń Jakub Lutyk, rzecznik prasowy resortu finansów. Kopacz musi więc prosić lekarzy o czas.

Decyzja, od kiedy zacznie obowiązywać ustawa o czasie pracy lekarzy, ma zapaść 7 grudnia na zjeździe OZZL. Ma być na nim obecna minister zdrowia. Swoją propozycję nowelizacji tej ustawy przedstawi związkowcom dzień wcześniej. I nie ma wątpliwości, że to lekarze zadecydują, czy dojdzie do porozumienia.

5 lipca posłowie PO i PiS włożyli im w ręce ostrą broń. Sejm przegłosował wtedy nowelizację ustawy o ZOZ zgodną z unijną dyrektywą, według której od 1 stycznia 2008 roku czas pracy lekarzy będzie wynosił tylko 48 godzin. Każda dodatkowa godzina musi być ekstra opłacana. Lekarz musi też wyrazić zgodę na pracę ponad limit. OZZL grozi, że poprosi prezydenta o zawetowanie ustawy przesuwającej w czasie nowe przepisy. Straszy też strajkami, masowymi pozwami do sądów i paraliżem szpitali.

A taki czarny scenariusz jest realny. Na Słowacji, gdzie przepisy o czasie pracy wprowadzono niemal bez przygotowania, w tym roku z powodu braku kadry małe szpitale stanęły przed groźbą zamknięcia. W dużych placówkach diametralnie wydłużyły się zaś kolejki do zabiegów. Małgorzata Gutowska-Jabłońska, ordynator oddziału internistycznego Szpitala Praskiego w Warszawie, nie ma wątpliwości, że jeżeli po 1 stycznia jej lekarze nie zgodzą się na pracę powyżej normy, dojdzie do tragedii. - 40. proc. operacji nie będzie mogło się odbyć. To oznacza realne zagrożenie dla życia pacjentów - prognozuje. Szpitale nie są w stanie opłacić dodatkowego czasu pracy lekarzy. "NFZ nie ma dodatkowych 2 mld zł na ten cel" - mówi wprost Dariusz Wasilewski, wiceprezes NFZ.

Posłowie PiS zacierają ręce. "Rządzenie polega na rozwiązywaniu problemów. Jeżeli ktoś myślał, że będzie rządził za pomocą cudów, to srodze się zawiedzie" - komentuje Aleksandra Natalli-Świat. Elżbieta Radziszewska z PO odpiera zarzuty. Twierdzi, że to zadaniem Zbigniewa Religii były konsultacje z lekarzami, ustalenie i wygospodarowanie potrzebnych pieniędzy. "Rząd PiS zaniedbał sprawę. Potrzebujemy czasu, żeby to naprawić" - broni Platformy Radziszewska.

Sytuację może uratować Bruksela. Już 5 grudnia podczas Rady Europy ministrowie pracy UE podejmą decyzję o ujednoliceniu przepisów dotyczących czasu pracy. "Nigdy nie byliśmy tak blisko podjęcia tej decyzji jak obecnie" - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM Vladimir Spidla, komisarz UE ds. rynku pracy, i dodaje: "Nowe prawo ma zapewnić zdrowie i bezpieczeństwo obywatelom, dlatego zakłada, że pracujemy nie dłużej niż 48 godzin tygodniowo"

Ale od reguły są wyjątki. Na życzenie Polski w nowej dyrektywie pojawi się zapis, na mocy którego pracownicy mogliby pracować nawet 60 - 65 godzin tygodniowo, jeżeli tak umówią się z pracodawcą. Specjalne przepisy dotyczyłyby także lekarzy, strażaków i innych służb pełniących dyżury.

p


Rozmowa z Krzysztofem Bukielem, przewodniczącym Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy


Nie było żadnych konkretów. Ustaliliśmy, że spotkamy się za tydzień. Minister Ewa Kopacz ma wtedy przedstawić, jakie będą propozycje rządu na rozwiązanie tej sytuacji.


Pensja w wysokości trzech średnich krajowych.


Nie wiem.


Trudno powiedzieć, zobaczymy, co rząd zaproponuje.


Trzy średnie krajowe to postulat. Zobaczymy, co rząd zaproponuje, wtedy będziemy sie zastanawiać.


To lekarze nie zgodzą się na dyżury.


Szczerze mówiąc, nie jestem w stanie wyobrazić sobie sytuacji, kiedy w szpitalu nie będzie lekarza na dyżurze.


Jest to wielka szansa dla lekarzy w Polsce, bo będą wreszcie mogli negocjować. Dyrektorzy szpitali będą musieli poprosić, a nie - jak było do tej pory - tylko kazać.


Bardzo miła. Lepsza niż podczas rozmów z poprzednim rządem.

p


Rozmowa z Elżbietą Radziszewską, posłanką PO z sejmowej komisji zdrowia


Elżbieta Radziszewska: Ponieważ była to propozycja rządowa. W dodatku odnosząca się do przepisów unijnych. Jeżeli rząd zgłasza jakieś propozycje zmian prawnych, oznacza to, że jest przygotowany do wdrażania tego prawa. Tak to odbieraliśmy. Dlaczego więc mieliśmy głosować przeciw?


Podkreślam: kiedy była podejmowana decyzja i kiedy trwały prace w parlamencie - nic nie wskazywało na to, że będą przyspieszone wybory. To była propozycja rządowa. A więc jasny sygnał: damy sobie radę jako rząd. Nie martwcie się. Wy przegłosujecie ustawę. My od 1 stycznia wdrożymy jej zapisy. Nie było powodu, żeby wątpić, że Religa ma pieniądze na wykonanie ustawy.


PiS samo dla siebie napisało takie prawo. I to PiS miało je zrealizować. Wierzyliśmy, że jest w stanie. Przecież przez te wszystkie miesiące nikt nie zgłaszał problemów.


Przecież nawet gdybyśmy byli przeciw, ustawa i tak by przeszła. Nie mieliśmy możliwości jej zablokowania.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj