"Stenogram” - tak go nazywając - z tajnego posiedzenia Sejmu zamieściła w sobotę na swoich stronach internetowych "Rzeczpospolita”. Publikacja wywołała burzę. Pojawiły się znów głosy o sens utajniania obrad Sejmu. "Obawiałem się, że przy 460 osobach utrzymanie tajemnicy będzie fikcją" - komentował tę sytuację minister Zbigniew Ćwiąkalski. A marszałek Sejmu Bronisław Komorowski zapowiadał prokuratorskie postępowanie w sprawie przecieku stenogramu.

Reklama

Tylko co naprawdę ujawniła gazeta? A przede wszystkim: skąd miała tekst kilkunastominutowego wystąpienia ministra sprawiedliwości? Słowo "stenogram” sugeruje, że tajny dokument wyciekł z kancelarii Sejmu. Zresztą tekst zamieszczony w internecie do złudzenia przypominał zapisy z posiedzenia, jakie udostępnia biuro prasowe. Sęk w tym, że taki dokument z wystąpienia Ćwiąkalskiego jeszcze w kancelarii nie powstał. Taśma z nagraniem obrad jest zdeponowana w kancelarii tajnej. Kancelaria Sejmu twierdzi, że spisano z niej zaledwie trzy strony. Ale ponoć nie ma na nich akurat wypowiedzi Ćwiąkalskiego.

"Straż marszałkowska nie rewidowała posłów, nie przechodziliśmy przez żadne specjalistyczne bramki, więc któryś z posłów pewnie to nagrał" - mówi poseł Sebastian Karpiniuk z PO. Choć nie wprost, politycy Platformy nie mają wątpliwości: wystąpienie ministra nagrał i udostępnił dziennikarzom jakiś poseł PiS. "Platforma jest mistrzem rzucania na nas podejrzeń, a my nie potrzebowaliśmy łamać prawa, by wykazać, że wystąpienie ministra było kompromitacją" - komentuje poseł PiS Zbigniew Wassermann.

Bo opublikowany zapis słów Ćwiąkalskiego potwierdza piątkowe relacje opozycji. Ćwiąkalski nie zdradził niczego, co można by uznać za tajne. Jego wystąpienie co kilka zdań przerywały salwy śmiechu z ław PiS. Platforma konsekwentnie twierdzi, że żadnej kompromitacji nie było, a w dalszej części posiedzenia minister zdradził parę szczegółów. Ale tego w tekście na stronach "Rzeczpospolitej” nie ma. Tak jak nie ma scysji Karpiniuka ze Zbigniewem Ziobrą, który nazwał byłego ministra "arcyzbrodniarzem”, czym skutecznie podgrzał atmosferę na sali. Brakowało też zapewnień Ćwiąkalskiego, że odchodząc z resortu, nie zniszczy swojego laptopa.

Komorowski: Prokuratura musi wyjaśnić ten przeciek

Radosław Gruca: Panie marszałku, czy Sejm przecieka, bo w mediach znalazły się stenogramy z tajnego piątkowego posiedzenia? Kto zawiódł, może straż marszałkowska nie rewidując posłów?
BRONISŁAW kOMOROWSKI*: Trudno winić straż za to, że poseł lub ktoś inny postanowił nagrać posiedzenie. Być może trzeba się zastanowić nad sposobami zapewnienia szczelności. Nie potrzebna jest do tego rewizja. Wystarczy, że będziemy używać bramek podobnych do tych, które są na lotniskach.

A stenogramy są już gotowe?
Według informacji, które przekazał mi szef kancelarii Sejmu, informacja, która wyciekła, nie mogła być stenogramem, bowiem ten miał być tworzony dopiero od poniedziałku. Nie można więc publikować czegoś, czego nie ma. Można to samemu stworzyć. Pytanie, czy nie narusza się w ten sposób zasad dziennikarskich i prawa, bo poza Sejmem nikt nie może tworzyć stenogramów z jego obrad.

Czy to znaczy, że któryś z posłów nagrał wystąpienie ministra Ćwiąkalskiego?
Nie mogę wykluczyć żadnej możliwości. Z rozmowy z ministrem Ćwiąkalskim wiem, że prokuratura z urzędu podejmie śledztwo w tej sprawie. Do wyjaśnienia będzie zarówno to, kto przekazał informację dziennikarzom, jak i to, dlaczego gazeta napisała, że jest ona stenogramem.

Czy jest szansa, by ustalić, kto dokonał nagrania?
Nie jestem śledczym, by móc to potwierdzić. Chciałbym, by śledztwo ujawniło powód takiej manipulacji i źródło przecieku informacji z tajnego posiedzenia Sejmu.

Ma pan jakieś swoje podejrzenia?
Oczywiście, ale nie będę nikogo oskarżał, nie mając dowodów.

I pewnie będzie o nie trudno. A czy wobec tego jest sens organizowania tajnych posiedzeń, skoro informacje z nich najczęściej i tak przenikają do mediów?
Tajne informacje przenikały już wcześniej. Nie tylko z tajnych posiedzeń Sejmu, ale też z komisji śledczych czy prokuratury. Pytanie, co zrobić, by przecieki nie były groźne z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa czy śledztwa. Rozwiązanie jest jedno: daleko idąca powściągliwość w przekazywaniu danych wrażliwych nawet w warunkach utajnienia.

Czy Platforma nie powinna dziś żałować tego, że żądała wystąpienia Ćwiąkalskiego? Opozycja krytykuje brak jakichkolwiek konkretów.
Minister Ćwiąkalski spisał się znakomicie. Nie przekazał niczego, co mogłoby grozić uszczerbkiem bezpieczeństwu państwa. Przekazał szereg przemyśleń i informacji, które mądry poseł może ułożyć w logiczną całość. Poinformował też, że liczba podsłuchów wzrosła znacząco akurat w roku wyborczym. Sejmu nie można zupełnie pozbawić prawa wchodzenia w obszary chronione tajemnicą, bo wtedy wszystkie skandale, nieprawidłowości i szalbierstwa można będzie ukryć za zasłoną tajności.

*Bronisław Komorowski, marszałek Sejmu, polityk PO