Rzeczniczka rządu Agnieszka Liszka potwierdziła informację DZIENNIKA. Powody, dlaczego wybrano właśnie tę firmę i ile jej zapłacono, mają zostać ujawnione dziś przez kancelarię premiera. ATM Grupa na swoim koncie ma przede wszystkim seriale i programy rozrywkowe, w tym kultowy serial "Świat według Kiepskich”. Firma z siedzibą we Wrocławiu ma jednak również doświadczenie w pracy z politykami. W czasie kampanii wyborczej pracowała m.in. dla Bogdana Zdrojewskiego. Według naszych informacji kancelaria premiera będzie musiała zapłacić ATM ok. 12 - 15 tys. zł.

Reklama

To właśnie fakt zlecenia produkcji orędzia firmie producenckiej wzbudził największe kontrowersje. "Zlecenie realizacji orędzia na zewnątrz pokazuje mentalność tej ekipy - pchanie pieniędzy w kieszenie prywatnych firm" - mówi DZIENNIKOWI poseł PiS Jacek Kurski. I wskazuje, że gdyby orędzie produkowała TVP, rząd nie zapłaciłby ani złotówki.

"Tusk chciał mieć orędzie przygotowane przez osoby, którym ufa w 100 proc. Wiadomo przecież, że kierownictwo telewizji publicznej wyraźnie sprzyja PiS" - odpowiada na zarzuty Kurskiego Sebastian Karpiniuk, poseł PO. Na Woronicza słychać z kolei głosy oburzenia, że premier skorzystał z darmowego czasu antenowego, a w swoim wystąpieniu mówił o likwidacji abonamentu dla emerytów i rencistów. "To była bezczelność. Gdyby nie abonament i telewizja publiczna, kancelaria premiera za ten czas antenowy w piątek o 20 musiałaby zapłacić jakieś 700 tys. zł" - mówi jeden z menedżerów w telewizji publicznej.

W tle sporu o firmę producencką trwa dyskusja polityków i politologów na temat przekazu, jaki krył się za telewizyjnym orędziem szefa rządu. "Premier po raz kolejny pokazał twarz przyszłego kandydata na prezydenta" - mówi Grzegorz Napieralski, sekretarz generalny SLD. "Zobaczyliśmy ciepłego, stwarzającego duże nadzieje, uśmiechniętego i troszczącego się o obywateli premiera. Donald Tusk jest wierny swojemu wizerunkowi bardzo sprawnego i skutecznego polityka. Obawiam się jednak, że za jakiś czas ludzi zacznie męczyć ten wizerunek i zaczną domagać się konkretnych rozwiązań" - komentuje prof. Wawrzyniec Konarski, politolog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Ale współpracownicy szefa rządu nie twierdzą, że chcieli być konkretni: "Po pół roku sprawowania władzy premier chciał powiedzieć Polakom: jest normalnie, polityka przestała szokować, a ja robię co do mnie należy. I to się udało" - ocenia jeden z nich.

Nagrane w nasłonecznionym ogrodzie orędzie, uśmiechnięta twarz oraz splecione ręce w koszyczek Donalda Tuska miały uzupełniać ten obraz.