Jak napisał "SZ", Nikel pożegnał się z naszym krajem.w pojednawczym nastroju, a nawet otrzymał od polskich władz odznaczenie – Krzyż Komandorski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.

Reklama

Jego następca, Arndt Freiherr Freytag von Loringhoven, czeka od trzech miesięcy na zgodę Polski, by rozpocząć urzędowanie - czytamy w dzienniku.

Sprawa ambasadora była jednym z tematów rozmowy telefonicznej kanclerz Niemiec Angeli Merkel z premierem Mateuszem Morawieckim w tym tygodniu.

Mam nadzieję, że temat akredytacji ambasadora się rozwiąże – powiedziała krótko Merkel na dorocznej letniej konferencji prasowej w Berlinie, pytana, czy odbiera brak decyzji strony polskiej w sprawie zgody na rozpoczęcie misji przez desygnowanego nowego ambasadora RFN w Warszawie jako afront wobec Berlina.

Początkowo wydawało się, że zwłokę można wyjaśnić. Z jednej strony koronakryzys spowolnił działania dyplomatyczne, a z drugiej w Warszawie wszystko kręciło się wokół zbliżających się wówczas wyborów prezydenckich. Minęło już jednak sześć tygodni. Sześć tygodni, w czasie których niemieccy dyplomaci raz po raz wypytywali w Warszawie, kiedy nowy może objąć misję. Pocieszano ich, że to już nie potrwa długo. Czy jest jakiś problem? Ależ nie, brzmiała odpowiedź – cytuje "SZ" portal Deutsche Welle.

Gazeta spekuluje o możliwych przyczynach tej sytuacji. Jej zdaniem pierwsze wskazówki, które mogą ją wyjaśniać, pojawiły się w trakcie kampanii przed wyborami prezydenckimi, gdy prezydent Andrzej Duda skarżył się na "ataki” i rzekomo stronnicze relacje niemieckich mediów, a także polskich gazet należących do niemiecko-szwajcarskiej grupy Ringier/Axel Springer. Wówczas to niemiecki charge d'affaires został wezwany do polskiego MSZ.

Bliskie (polskiemu) rządowi media poruszają jednak temat historii rodziny przyszłego ambasadora – zauważa "Sueddeutsche Zeitung", informując, że ojciec dyplomaty, Bernd Reytag von Loringhoven, późniejszy oficer Bundeswehry, w ostatnim roku wojny jako adiutant przygotowywał narady w bunkrze Hitlera. Do rodziny należał też jednak Wessel Freytag von Loringhoven. To on zorganizował ładunek wybuchowy do zamachu na Hitlera 20 lipca 1944 roku – cytuje niemiecki dziennik Deutsche Welle.