Dziennik Gazeta Prawana logo

Prezes TVP: Donaldzie, nie idź tą drogą

1 sierpnia 2008, 04:50
Ten tekst przeczytasz w 15 minut
Urbański Dziennikarz bez poglądów jest jak zyrafa bez szyi
Urbański Dziennikarz bez poglądów jest jak zyrafa bez szyi/Inne
"W 1993 r. przejechałem pół Ameryki z fajnym kumplem, Donaldem Tuskiem. Z fajnym mądrym facetem, z którym rozmawialiśmy o kinie, o Stanach. Moja córka była zachwycona. A teraz pyta mnie, co się z nim stało" - mówi DZIENNIKOWI prezes TVP Andrzej Urbański. I gdy, jak dodaje, Tusk chce zniszczyć media publiczne, radzi mu: Donaldzie, nie idź tą drogą.


Od kilku miesięcy powtarzałem mu prosty tekst: mógłby pan rządzić dzisiaj Sejmem. To był błąd Olejniczaka, że mówił w rozmowach z Platformą o hipotezie: możemy to zrobić. W momencie, w którym Napieralski po prostu to zrobił, we wszystkich gazetach napisano, że coś się zmieniło. Olejniczak zapowiadał, że lewica wraca do gry. Napieralski po prostu wrócił.


Zgodzę się na każde rozwiązanie, by tylko klasa polityczna przestała działać na niekorzyść mediów publicznych. To jest warte każdego zabiegu.


Jeste miejsce dla menadżera chcącego wzmacniać media publiczne bez względu na jego światopogląd.


Nie tylko lewica, bo i PSL, i Platforma czy PiS może powiedzieć: Urbański zakończył swoją misję, w związku z tym trzeba skonstruować taki twór, który będzie zarządzał tą spółką, żeby ją uratować. Odkąd PO zachęciła Polaków, by nie płacili abonamentu, mamy sytuację, w której żywot TVP stoi pod dużym znakiem zapytania. Uratowano Polskie Radio, zabierając mi 150 mln zł. Drugich 150 mln nie będę miał z abonamentu na przyszły rok. Dla spółki, która ma budżet 2 mld, brak 300 mln to katastrofa.


Będę. Ale będę też zwolennikiem, żeby był tam ktoś z PSL. Warto zauważyć, że ludowcy siedzieli cicho aż do głosowania, ale po nim wypowiedzieli się jednoznacznie, że była to zła ustawa. Mamy więc dziś do czynienia z szerszym konsensusem tych polityków, którzy uważają, że media publiczne są wartością wymagającą naprawy, której nie należy niszczyć. Niestety jest też PO, ugrupowanie polityczne, które ma do tego kompletnie inne podejście.


Dzisiaj nie ma takiej propozycji. To tylko hipoteza, którą wygłasza prezes Andrzej Urbański. Stawiam pytanie, czy w Polsce można stworzyć front obrony publicznych mediów. Polityczny, bo stowarzyszenia twórcze są za taką obroną - z tych 2 mld znaczna część do nich po prostu wraca. Ale są też politycy, którzy wiedzą, że mediów publicznych nie wolno niszczyć. I oni kiedyś się spotkają, do czego będę ich gorąco zachęcał. Być może wtedy padnie zdanie o poszerzenie zarządu.


To, co mi przyszło do głowy, zrealizowałem. Mówiłem, czym jest proces cyfryzacji, i pan przewodniczący Napieralski wydawał mi się jednym z tych polityków, obok np. Waldemara Pawlaka, którzy rozumieją, jak ogromne jest to wyzwanie dla telewizji publicznej. Ale mówiłem też że nadchodzi moment powrotu lewicy na scenę. Także przy okazji chociażby prywatyzacji szpitali. Lewica nie ma możliwości zachować się inaczej, niż tylko powiedzieć "nie".


Jeżeli przyszłość telewizji publicznej zostanie klarownie określona, wtedy będę mógł odejść. Wtedy pan Napieralski będzie mógł sobie wziąć nawet wszystko.


Każdego, kto pisze o polityce, można by było nazwać politykiem.


Napieralski mógł obronić swoje stanowisko, tylko mówiąc wyraźnie: nie rozmawiam o posadach. Skądinąd PO zachowała się niczym imć Zagłoba, oferując SLD np. miejsce w KRRiT, która po zmianie ustawy nie miałaby już żadnych uprawnień.


Jednak panowie upraszczacie. Kiedy przyszedłem tu 18 miesięcy temu, już wtedy zapraszałem do TVP Sławka Sierakowskiego czy Kingę Dunin.


Traktowałem to poważnie. Na pewno nigdy nie miałem pomysłu, żeby robić BBC - telewizję o mocnym przesłaniu liberalno-lewicowym. Dla mnie ideałem jest taka telewizja publiczna, gdzie różne ideowe środowiska mają swoje miejsce i konkurują ze sobą na wyrazistość, na jakość przekazu.


To koncepcja piekielnie trudna, bo ta firma nie jest przyzwyczajona do tego, że ktoś ma program i nie ustala wszystkiego z prezesem czy z szefem anteny.


Ależ panowie, zachowuję równowagę. Dwa miesiące temu przyszło tu 11 dziennikarzy z "Wprost". Robią już agencję informacyjną z prawdziwego zdarzenia. Od dwóch tygodni w TVP pojawiają się wreszcie newsy. Przez lata ta instytucja nie była w stanie wyprodukować jednego newsa. A teraz potrafi. Z tego jestem dumny.


Ma pan trochę racji. Ale dziś w telewizjach obowiązuje metoda opracowana do perfekcji w TVN 24 przez Adama Pieczyńskiego: jeden polityk coś powie, z reguły bardzo głupiego, a drugi mu odpowiada. TVP powinna powiedzieć temu "nie". Nie do zaakceptowania jest fakt, że nie do końca zrównoważony pan Palikot, staje się codziennie najważniejszym człowiekiem w tym kraju. Czuję się tym obrażony. Nie dlatego, że on obraża głowę państwa, a dlatego że mówi ponadprzeciętne głupstwa.


Nie ma w TVP żadnych zapisów na żadne osoby. Ale powinien obowiązywać zakaz zajmowania się głupotami.


Wrócę do oferty złożonej intelektualnie ciekawemu środowisku Sierakowskiego.


Mam 140 godzin emisji dziennie. Nie jestem niewolnikiem ramówki.


Pospieszalski, Wildstein, Tomasz Lis, Sławomir Sierakowski. Przyjdą też ludzie z Pulsu. Ciekawie ewoluuje środowisko "Newsweeka", być może warto je zaprosić na antenę.


Jestem zadowolony z jego wyników. Był sprawdzian w postaci Euro 2008. Wśród niewielu programów, które wytrzymywały konkurencję z meczami, był program Lisa.


Raz w życiu odebrałem telefon z "Wiadomości". To był telefon od pani Hanny Lis. Nie powinienem był odbierać tego telefonu. To naruszenie korporacyjnych reguł.


Z pewnością nie przychodziła tu jako przedstawicielka środowiska politycznego, ale niezależna dziennikarka. Podjąłem decyzję, że pojawią się w "Wiadomościach" dwie nowe twarze: Piotr Kraśko i Hanna Lis. Skądinąd dziennikarze, którzy mówią, że nie mają poglądów, są jak żyrafa bez szyi. Nie ma kogoś takiego.

T
Gdy zaczynałem prezesurę, część prawicowej prasy uznała, że to ja nie reprezentuję prawicy. Spadały na mnie gromy: oto prawicowy Wildstein został zastąpiony przez oportunistę Urbańskiego.


Nie wszedłem w taką rolę.


Może było błędem. Ale mamy taką sytuację, że przychodzą tu nowi ludzie i po kilku tygodniach chcą dziękować za pracę, bo TVP okazuje się bardziej na lewo, niż to sobie wyobrażali.


Od kiedy się tutaj pojawiłem, wszędzie wysyłałem oferty pracy. I to ja byłem bojkotowany. Choć nie przez wszystkich, np. Bronek Wildstein wrócił.


Ogromna.


Na pewnym zacnym prawicowym spotkaniu krytykowano mnie, że zmarnowałem pomysł na prawicową telewizję. Skomentowałem to tak: to, że w kilku mediach są sekty, nie znaczy, że zgodzę się, aby podobna sekta działała w TVP.


W oglądalności TVP Info bije ich na głowę.


Dzisiaj uruchamiamy najnowocześniejsze studio w Polsce. Ale oczywiście decydują ludzie. Przychodzą zintegrowane zespoły, jak już mówiłem, np. z "Wprost". Przejmujemy również tych najlepszych, którzy się sprawdzili w Pulsie.


Rzadko komentuję działania moich konkurentów, ale decyzja właścicieli Pulsu, aby z dnia na dzień zlikwidować własny program informacyjny, była skandalem. To decyzja, która powinna była zostać zbadana przez Krajową Radę, ponieważ tej telewizji rozszerzono zasięg nadawania pod warunkiem spełnienia odpowiednich wymogów. To miała być także telewizja informacyjna.


To widzowie zostali oszukani. To skandal, którego w żadnym europejskim kraju nie dałoby się powtórzyć. Ale osobiście jestem zadowolony, bo będę miał szansę pokazać moim widzom najciekawszych dziennikarzy.

Jest w tym trochę prawdy. Telewizja, która trzeci rok wydaje ponad 200 mln na inwestycje technologiczne, musi przejść na montaż bezprzewodowy. Ale na to muszę wydać pieniądze. To, co zrobiła koalicja z mediami publicznymi, oznacza stratę dla TVP już 800 mln zł. Platforma, która krzyczy o misji, tak naprawdę usiłuje zlikwidować misję w TVP TVP Polonia, TVP Kultura i TVP Historia to jest 100 mln zł.


Mam w TVP ponad 300 etatów dziennikarskich. Od 15 miesięcy zadaję pytanie o dwudzieste pierwsze nazwisko na tej liście. I nikt nie jest w stanie mi odpowiedzieć, kto to jest i co robi.


Tutaj mamy 33 związki zawodowe, a jednak większość ma świadomość, że nie ma drogi odwrotu. Jesteśmy już po wyborze firmy doradczej, która przystąpiła już do pracy. Jestem pierwszym prezesem, który zupełnie inaczej patrzy na restrukturyzację tej firmy. Uważam, że TVP to są w rzeczywistości trzy firmy. Jest część przychodowa tej firmy - anteny I i II, teraz wchodzi Info, czyli wszystko to, co pracuje, żeby były pieniądze. Jest też część nieprzychodowa: TVP Polonia, Historia i Kultura, no i są ośrodki regionalne. Pomysł, który chodzi po głowie ministrowi Zdrojewskiemu, że będą dwie spółki: jedna komercyjna, która będzie płaciła na niekomercyjną, jest jak moja opowieść o żyrafie bez szyi - czegoś takiego na świecie nie ma.


Czy mam się zgadzać z wszystkimi zarzutami, bo ktoś jest premierem?


Gdzie ci funkcjonariusze PiS, których rzekomo przyprowadziłem? Mówimy o 4700 ludziach i o 140 godzinach programu na dobę. Nie wiem, jakim prawem człowiek, który nie widział tych 140 godzin, twierdzi, że to jest telewizja PiS.


Czy to znaczy, że cały abonament szedł na panią Kotecką?


Proszę mi wskazać osobę z Platformy czy nie z Platfrmy, która zastąpi Urbańskiego i zgodzi się na zniszczenie mediów publicznych. Proszę mi pokazać kandydata, który powie, że chce podzielić tę spółkę na trzy, czyli de facto ją zlikwidować.


Mój postulat jest taki, żeby ludzie, którzy mają poglądy zbliżone do jakichś środowisk politycznych, ale nie są funkcjonariuszami tych środowisk, mieli swoje programy. To co innego niż nałożenie na media publiczne czapy w postaci miniparlamentu.


Być może. W tym sensie jest to ciekawy pomysł. Zgodzę się na wszystko, co może pomóc mediom publicznym.


Mamy ciężki kryzys konstytucyjny. Wypowiedzi ministrów z PO, że w Polsce można rządzić rozporządzeniami, są w głębokiej sprzeczności z ustrojem. Rozporządzeniami można administrować, ale nie da się wprowadzić żadnej zmiany. Obawiam się, że po wakacjach jedynym kierunkiem politycznym, który będzie realizowała PO, stanie się nieustająca kampania prezydencka, czyli atak na prezydenta Kaczyńskiego.


Prezydent chyba nie ma zamiaru wetować wszystkiego. Ustawę o abonamencie skierował do Trybunału. Skoro PO nie jest w stanie stworzyć sojuszu z SLD, to jej problemem nie jest Lech Kaczyński. Wypowiedź posła Palikota, że za nim stoi premier Donald Tusk, jest najważniejszym oświadczeniem politycznym. Już nikt nie udaje. Można to porównać do kryzysu z 4 czerwca 1992 r. i kryzysu z Ałganowem.


Znam analizę, która była przygotowywana na kampanię wyborczą PO z założeniem, że Platforma wygra. Główna jej teza brzmi: impeachment prezydenta jest koniecznością. Spodziewam się, że PO będzie chciała teraz to zrobić. I wie, że telewizja publiczna nie weźmie w tym udziału.


Nie.


Prywatnie czuję się średnio. Ale jeżeli zacznie się realizować najczarniejszy scenariusz, to media w Polsce nie wezmą w tym udziału. Staną się wręcz tym elementem, który spróbuje ochłodzić to wszystko i zracjonalizować. Powiedzieć, że nie ma zgody na to, żeby zniszczyć państwo.


Jednak diagnoza. Nie mam twardych dowodów, ale opór prezesów Waltera i Solorza wobec zmian w ustawie medialnej pokazał, że oni rozumują racjonalnie.


Jestem człowiekiem dialogu. Ale próba zniszczenia mediów publicznych przerasta moją zdolność do kompromisu. A jak się czuję? Fatalnie. W 1993 r. przejechałem pół Ameryki z fajnym kumplem, Donaldem Tuskiem. Z fajnym, mądrym facetem, z którym rozmawialiśmy o kinie, o Stanach. Moja córka, gdy poznała go wtedy, była zachwycona. A teraz pyta mnie, co się z nim stało.


Mam tego świadomość i widzę cień nadziei. Wydaje mi się, że politycy PSL, SLD, może także PO, zobaczyli po tej próbie z ustawą, że pewnych pomysłów na życie nie daje się zrealizować. Warto tłumaczyć przy każdej okazji, że nie wolno niszczyć mediów publicznych, bo bez nich debata może się skończyć tak, jak się skończyła w Pulsie. Z dnia na dzień


Rozmawiałem z jego najbliższymi współpracownikami. Wysyłałem sygnał: Donaldzie, nie idź tą drogą.


Media publiczne, co pokazano dwukrotnie w 2005 i w 2007 r., przesądzają o wyniku wyborów. To nie jest mój wymysł, bo tak się po prostu stało. Tamtą debatę Tusk przegrał, tę wygrał. Polityka polegająca na rzucaniu monetą to nie jest to, co interesuje Donalda Tuska. Nie jest prawdą, że media publiczne nie wpływają na wyniki wyborów.


Nie jest. Aleksander Kwaśniewski nie przegrał. I Donald Tusk doskonale o tym wie.


W największej mierze są tych, którzy mają pilota. I to my mamy wciąż największą oglądalność.


A co ja mogę na to poradzić?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj