Czy Andrzej Duda jest prezydentem RP? Czy Małgorzata Manowska jest I prezesem Sądu Najwyższego? Czy Adam Tomczyński jest sędzią Sądu Najwyższego? I czy Polska ma problemy z praworządnością
Reklama

Zuzanna Rudzińska-Bluszcz

Andrzej Duda jest Prezydentem RP. W trybie przewidzianym przez kodeks wyborczy, 3 sierpnia 2020 r. Sąd Najwyższy na podstawie sprawozdania z wyborów przedstawionego przez Państwową Komisję Wyborczą oraz po rozpoznaniu protestów rozstrzygnął, że wybór prezydenta Rzeczypospolitej był ważny.
Doktor hab. Małgorzata Manowska jest I prezesem Sądu Najwyższego, niemniej tryb powołania I Prezesa budzi zastrzeżenia proceduralne, podniesione m.in. w sprawozdaniu Komisji Europejskiej na temat praworządności.
Adam Tomczyński jest sędzią Sądu Najwyższego. Zgodnie z uchwałą połączonych Izb: Cywilnej, Karnej oraz Pracy i Ubezpieczeń Społecznych z 23 stycznia 2020 r. jako sędzia Izby Dyscyplinarnej powinien powstrzymać się od orzekania.
Polska ma problemy z praworządnością. W pierwszej kolejności, również ze względu na chronologię wprowadzanych zmian, należy wskazać brak niezależnej kontroli konstytucyjnej dokonywanej przez Trybunał Konstytucyjny. Jak trafnie określił to prof. Mirosław Wyrzykowski, było to wyłączenie najistotniejszego bezpiecznika demokracji konstytucyjnej. Na wątpliwości dotyczące braku niezależności, a także nieprawidłowego powołania części orzekających sędziów Trybunału Konstytucyjnego wskazywała zarówno Komisja Europejska w postępowaniu zainicjowanym na postawie art. 7 ust. 1 TUE, jak i Komisja Wenecka i organizacje międzynarodowe. Rządy prawa zostały podważone także kolejnymi reformami w zakresie funkcjonowania Krajowej Rady Sądownictwa (przerwanie trwającej kadencji członków Rady i zmiana zasad powoływania nowych członków), systemu organizacji pracy sądów powszechnych (przypomnę chociażby o sześciomiesięcznym okresie, w którym Minister Sprawiedliwości mógł wymieniać prezesów sądów bez żadnego uzasadnienia, faxem) czy powołania dwóch nowych, szczególnie uprzywilejowanych izb Sądu Najwyższego: Izby Dyscyplinarnej i Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Dla mnie, osoby przez wiele lat wykonującej zawód adwokata, szczególnie dotkliwe są próby politycznego podporządkowania prokuratury (ze względu na połączenie w jednej osobie funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego – próby bardziej udane) oraz sędziów (próby mniej udane, acz szeroko zakrojone: od akcji propagandowych poprzez postępowania dyscyplinarne po najdotkliwsze zastosowanie najsurowszego środka – zawieszenia w wykonywaniu obowiązków służbowych w stosunku do trzech sędziów).

Robert Gwiazdowski

Na szczęście dla RPO (choć dla niektórych może na nieszczęście) nie ma on żadnych podstaw do zajmowania się legalnością wyboru prezydenta (choć są i tacy, którzy uważają, że kandydat na RPO nawet wyborami w USA powinien się zajmować). Ale obywatel Robert Gwiazdowski prywatnie ma swoją opinię i ją wyraził w maju w jednym z felietonów. Wybory prezydenckie nie odbyły się w terminie określonym w art. 128 ust. 2 zd. 1 konstytucji – w dniu „przypadającym nie wcześniej niż na 100 dni i nie później niż na 75 dni przed upływem kadencji urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej”. PiS parł do wyborów 10 maja, PO starało się, żeby ich nie było w tym terminie. Graniczny był 17 maja. Gdy uchwalona przez Sejm głosami posłów PiS ustawa z 6 kwietnia o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów czekała w Senacie na odrzucenie głosami senatorów PO, marszałek Sejmu mogła jeszcze zmienić swoje postanowienie z 5 lutego w sprawie zarządzenia wyborów na prezydenta i je zarządzić na 17 maja. Ten termin mógł zostać przekroczony tylko w przypadku wprowadzenia stanu nadzwyczajnego. Gdyby wybory się nie odbyły, to 7 sierpnia urząd prezydenta zostałby „opróżniony”. W takiej sytuacji – zgodnie z art. 128 ust. 2 zd. 2 konstytucji – marszałek Sejmu zarządza wybory „nie później niż w 14. dniu po opróżnieniu urzędu, wyznaczając datę wyborów na dzień wolny od pracy przypadający w ciągu 60 dni od dnia zarządzenia wyborów” – czyli nawet w sierpniu. Ale skonfliktowane partie wypracowały „kompromis” i ustawa o wyborze prezydenta została uchwalona – jednak dopiero 2 czerwca, czyli już po upływie konstytucyjnego terminu na przeprowadzenie wyborów.