Jak donoszą dziennikarze Onetu, raport NIK o niedoszłych wyborach kopertowych z 2020 r., które kosztowały budżet państwa ponad 70 mln zł, ma zostać opublikowany na dniach.

Reklama

Izba Mariana Banasia ma mieć dowody obciążające premiera Mateusza Morawieckiego i ministra Michała Dworczyka, a nie Jacka Sasina, ministra aktywów państwowych.

Według Onetu ośrodkiem decyzyjnym przy organizacji wyborów kopertowych nie było Ministerstwo Aktywów Państwowych, lecz Kancelaria Premiera.

"10 kwietnia 2020 r. z departamentu prawnego Ministerstwa Aktywów Państwowych do analogicznej jednostki w Kancelarii Premiera trafia drogą elektroniczną projekt decyzji, której istotą jest nakazanie przez premiera Poczcie Polskiej zorganizowania wyborów korespondencyjnych. Błyskawicznie rusza wówczas urzędnicza machina opiniowania dla KPRM kluczowego dokumentu, pod którym podpis miałby złożyć premier Mateusz Morawiecki" - czytamy w Onecie.

Trybunał Stanu dla Morawieckiego?

W następnych dniach premier dostał dwie nieoficjalne analizy prawne. Analiza byłej szefowej departamentu prawnego KPRM Magdaleny Przybysz była bardzo krytyczna i nie pozostawiała złudzeń. Morawiecki nakazując Poczcie Polskiej organizację wyborów, będzie musiał liczyć się z odpowiedzialnością karną, odpowiedzialnością przed Trybunałem Stanu, upadkiem rządu i osobistą odpowiedzialnością finansową.

Druga analiza także informowała o odpowiedzialności prawnej w przypadku organizacji wyborów kopertowych.

Mimo wiedzy, że podpisując się pod decyzją o organizacji wyborów kopertowych, Morawiecki narazi się na poważne konsekwencje prawne i finansowe, to 16 kwietnia 2020 roku wydał taką decyzję.

Według doniesień Onetu, szef rządu wraz z Dworczykiem mieli znaleźć się pod presją kierownictwa PiS, w tym Jarosława Kaczyńskiego. Zamówiono więc kolejną ekspertyzę prawną u prawnika Krzysztofa Wąsowskiego, który przekonuje, że premier może wydać Poczcie Polskiej polecenie organizowania wyborów.

Na ekspertyzy przeznaczono prawie 150 tys, zł z kasy podatników.

Dziennikarze Onetu analizując dokumenty NIK doszli do wniosku, że Izba posiada obciążające dowody wobec premiera, ale nic z nimi nie robi.

"Mając na uwadze fakt, że działania objęte kontrolą dotyczyły sytuacji ekstraordynaryjnej, która ma znikome szanse na powtórzenie się, Najwyższa Izba Kontroli odstępuje od formułowania wniosków pokontrolnych w zakresie nieprawidłowości przedstawionych w niniejszym wystąpieniu" – napisał NIK do kancelarii premiera.