Sejm przeprowadził w środę drugie czytanie poselskiego projektu nowelizacji Kodeksu karnego i innych ustaw, zwanego "ustawą antykorupcyjną". Projekt został przygotowany przez posłów koła Kukiz'15-Demokracja Bezpośrednia i poparty przez PiS w ramach umowy politycznej zawartej między oboma ugrupowaniami.

Reklama

Podczas środowej debaty poseł Jarosław Sachajko (Kukiz'15) przypomniał, że projekt poszerza katalog przestępstw, których popełnienie będzie grozić bardzo surowymi sankcjami m.in. obligatoryjną utratą pracy, a także dożywotnim zakazem pracy w instytucjach publicznych w przypadku recydywy. - Instytucje publiczne powinny cieszyć się szczególnym zaufaniem - podkreślił Sachajko.

Projekt zakłada m.in., że skazani za korupcję nie będą mogli ubiegać się o pieniądze publiczne w ramach przetargów; sąd będzie mógł pozbawić skazanego za korupcję praw publicznych; wójtowie, burmistrzowie, prezydenci miast, parlamentarzyści nie będą mogli być zatrudniani w spółkach w których Skarb Państwa lub jednostka samorządu terytorialnego posiadają co najmniej 10 proc. akcji lub udziałów. Partie polityczne będą miały obowiązek prowadzenia i aktualizacji rejestrów wpłat, które będą umieszczane w BIP; będą miały też obowiązek prowadzenia rejestru zawieranych umów, również udostępnianego w BIP. Obowiązek publikowania umów mają mieć również samorządy.

Sprawozdawca komisji nadzwyczajnej ds. zmian w kodyfikacjach Piotr Sak, występujący także w debacie jako przedstawiciel klubu PiS, zwracał uwagę, że projekt przewiduje zaostrzenie kar za przestępstwa korupcyjne, zakładając m.in. pozbawienie praw publicznych czy zakaz wykonywania funkcji, nawet dożywotni.

Projekt - dodał Sak - wprowadza generalnie "zakaz chałturzenia" dla parlamentarzystów. - Te przepisy zwiększą przejrzystość życia publicznego - stwierdził poseł PiS oświadczając, że jego klub "konsekwentnie popiera przedstawiony projekt". - Ludzie władzy, którzy są sprzedajni muszą się liczyć, że będą rugowani z życia publicznego - zaznaczył Sak.

Reklama

Opozycja zgłasza poprawki

Do projektu szereg poprawek zgłosili przedstawiciele ugrupowań opozycyjnych, którzy jednocześnie wypowiadali krytyczne uwagi o okolicznościach poparcia go przez PiS. - To zmiany w dobrą stronę, ale nie jesteśmy w pełni z nich zadowoleni. Zatrzymaliśmy się w połowie drogi - powiedział poseł KO Tadeusz Zwiefka.

Zaproponował poprawkę zakładającą, że przepis dotyczący zakazu pracy dla parlamentarzystów i samorządowców w spółkach z co najmniej 10 procentowym udziałem skarbu państwa lub samorządu powinien wejść w życie nie od następnej kadencji, jak zakłada projekt, ale wraz z innymi przepisami ustawy, czyli 1 stycznia 2022 roku.

- Bo co? Obecna grupa ma sobie jeszcze poharcować w państwowych spółkach? - pytał Zwiefka. Podobną poprawkę złożył też Krzysztof Paszyk w imieniu Koalicji Polskiej-PSL oraz Michał Gramatyka z koła Polska 2050.

Zwiefka zaproponował też, by wpisać do projektu obowiązek ujawniania oświadczeń majątkowych przez małżonki i małżonków osób pełniących najważniejsze funkcje w państwie.

- Powołanie CBA nie zlikwidowało w Polsce korupcji, tak uchwalenie tej ustawy też nie zlikwiduje - mówiła posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska. Z kolei Paszyk podkreślał, że jakości projektowanych przepisów "nie służy procedowanie w atmosferze targu politycznego".

"Gdyby dzisiaj obowiązywały przepisy tej ustawy, poseł Lech Kołakowski nie mógłby pracować w państwowym banku, bo prawo nie pozwoliłoby mu na to" - powiedział Michał Gramatyka (Polska 2050). - Jeżeli waszym celem jest walka z nepotyzmem i korupcją, każdy z was powinien za tymi poprawkami zagłosować - dodał zwracając się do posłów PiS.

"Owoc korupcji politycznej"

Niektórzy posłowie opozycji wygłaszali swoje opinie w ramach pytań. Aleksander Miszalski (KO) przekonywał, że tzw. ustawa antykorupcyjna jest potrzebna, ale w wykonaniu PiS walka z korupcją jest mało wiarygodna, bo - według niego - ugrupowanie to korupcję zwiększa. - Ta ustawa jest również owocem korupcji politycznej, jakiej oddał się systemowy antysystemowiec - mówił Miszalski. - Chcecie walczyć z korupcją, to oderwijcie się od korupcyjnego koryta - dodał.

- Czy projektodawcy zajmowali się taką oto sytuacją: artysta, piosenkarz, lider zespołu, parlamentarzysta. Bierze udział w koncercie organizowanym przez prywatną agencję muzyczną, ale sponsorowanym np. przez Orlen pana Obajtka. I co wtedy? - pytał Piotr Adamowicz (KO).

- Trzyosobowe koło poselskie "Reasumpcja" dogadało się z PiS, że od następnej kadencji nie będzie można korumpować posłów - żartował z kolei Michał Szczerba (KO).

W imieniu rządu odpowiadał wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł. Odpowiedział na najczęściej zadawane przez posłów w debacie pytanie, dlaczego przepisy dotyczące parlamentarzystów mają obowiązywać dopiero od następnej kadencji. - Trzynaście razy to pytanie padło, odpowie pan? - pytał prowadzący obrady wicemarszałek Włodzimierz Czarzasty (Lewica).

- Odpowiedź jest bardzo prosta: ochrona praw nabytych. Nie zmienia się reguł gry w trakcie gry - powiedział Warchoł.

Po złożeniu poprawek projekt ustawy wróci do komisji, której posiedzenie zaplanowano na czwartek.

Paweł Kukiz mówił kilka dni temu, że uchwalenie ustawy antykorupcyjnej to jeden z postulatów, które są przedmiotem umowy z PiS, ale to także sztandarowy pomysł Kukiz'15 od lat. Umowa pomiędzy PiS a Kukiz'15, która została zawarta na przełomie maja i czerwca, dotyczy wzajemnego wsparcia w Sejmie inicjatyw obu ugrupowań.