Afera e-mailowa
Warto, naprawdę warto dbać o zabezpieczenie skrzynki e-mailowej. Wie już o tym szef KPRM Michał Dworczyk, z którego konta hakerzy zza wschodniej granicy wykradli 70 tys. wiadomości. Co prawda już zajmowanie się tym tematem, zdaniem rządzących, oznacza wpisywanie się w rosyjską narrację, lecz mimo to spróbujemy. Zresztą sam obóz władzy najpierw nie komentował sprawy, potem przekonywał, że e-maile są tylko w części prawdziwe, aż w końcu Jacek Sasin obwieścił, że jego korespondencja z premierem rzeczywiście tak wyglądała. Wyciek e-maili jednym służy, innym jakby trochę mniej. Pomijając fakt, że o sprawach państwowych dyskutuje i decyduje się w nieformalnej korespondencji, to Mateusz Morawiecki wypada w nich jak korpomenedżer, który nawet nocami potrafi rozdzielać zadania.
Do "ofiar" afery e-mailowej z pewnością należy Dworczyk, który - jak to określił jeden z naszych rozmówców - znalazł się w stanie "politycznej zombifikacji", przez co szefowanie KPRM może być szczytem jego kariery. Czy e-maile ukazały coś kompromitującego? Zdaniem DGP, najcięższy kaliber ma ujawnienie prezes TK Julii Przyłębskiej jako "kadrowej" wymiaru sprawiedliwości. Niesmak budzą także dyskusje ludzi z KPRM o tym, jak nie udzielić dziennikarzom odpowiedzi na pytania. Zdecydowana większość przecieków to polityczna kuchnia - ciekawa, lecz wsobna. Bismarck miał powiedzieć, że "im ludzie wiedzą mniej o powstawaniu kiełbas i praw, tym lepiej w nocy śpią". Dzięki aferze e-mailowej zajrzeliśmy przez okno do masarni.
Reklama