"Bardzo liczę na rozmowę z Robertem Gatesem w cztery oczy. Widać bowiem, że administracja prezydenta Baracka Obamy intensywnie zastanawia się, co z tym projektem zrobić" - powiedział nam Bogdan Klich.
Ostatnio z Waszyngtonu dobiegają nawet sugestie, że USA są gotowe porzucić pomysł budowy tarczy antyrakietowej, by polepszyć stosunki z Rosją. Co na to Polska? "Muszę otwarcie powiedzieć, że liczymy, iż zobowiązania, które Amerykanie w tak uroczysty sposób podjęli w zeszłym roku, będą realizowane" - podkreślił Klich.
p
Bogdan Klich: Bardzo liczę na rozmowę z nim w cztery oczy. Widać bowiem, że nowa administracja prezydenta Baracka Obamy intensywnie zastanawia się, co z tym projektem zrobić. Nie chcemy
Amerykanów do niczego przymuszać. Ale muszę otwarcie powiedzieć, że liczymy, iż zobowiązania, które Amerykanie w tak uroczysty sposób podjęli w zeszłym roku, będą realizowane. Dotyczy to
nie tylko samej instalacji antyrakietowej, ale także wszystkich pozostałych zobowiązań.
Przegląd, jaki jest prowadzony w Waszyngtonie, dotyczy nie tylko strategicznego wymiaru projektu tarczy antyrakietowej, ale też jego szczegółów technicznych. Nam trudno ocenić, jaki będzie
jego wynik.
Rozmowy między USA i Rosją, a także nasze rozmowy z Rosjanami, powinny upewnić Kreml, że ten projekt nie ma charakteru antyrosyjskiego. Ostatnie deklaracje szefa dyplomacji rosyjskiej Siergieja
Ławrowa wskazują, że Moskwa ten punkt widzenia dostrzega.
Prawdopodobieństwo konfliktu lokalnego, w który mogłaby być uwikłana Polska, w ciągu ostatnich kilku miesięcy się zwiększyło. O tym świadczy przebieg interwencji Rosji w Gruzji, choć
chcę podkreślić, że ryzyko konfliktu w naszym regionie wciąż pozostaje niewielkie. Mimo wszystko oznacza to, że NATO musi być gotowe do odstraszania potencjalnych agresorów. Chodzi nie tylko
o polityczne gwarancje zawarte w artykule 5 traktatu waszyngtońskiego, ale także ich rozwinięcie w koncepcji strategicznej Paktu. Obecna doktryna została przyjęta przed 10 laty, kiedy wydawało
się, że tradycyjne zagrożenia odchodzą do lamusa. Gruzja pokazała, że tak nie jest. Dlatego dziś wiele krajów NATO, w tym Polska, jest przekonanych, że konieczne jest znowelizowanie
strategii Sojuszu.
NATO pracuje w tej chwili nad zdefiniowaniem na nowo swoich stosunków z Rosją. Sojusz przez ostatnie lata traktował Rosję jako swojego wyróżnionego partnera, pogłębiając z nią dialog i
ustanawiając specjalne ramy współpracy. To zaufanie załamało się jednak po interwencji rosyjskiej w Gruzji.
Scenariusze zagrożeń winny być uaktualnione. Rozmowy w tej sprawie się toczą. Mogę powiedzieć z satysfakcją, że coraz więcej sojuszników rozumie ten punkt widzenia. Przykładem niech
będzie Wielka Brytania, która przedstawiła ostatnio koncepcję powołania tzw. sojuszniczych sił solidarności. Miałyby to być lekkie, mobilne siły lądowe. To sygnał ważnej zmiany w
myśleniu Sojuszu, bo przecież do tej pory Wielka Brytania, podobnie jak Stany Zjednoczone, koncentrowała się na operacjach poza obszarem traktatowym NATO jak interwencja w Iraku i Afganistanie, a
nie na tradycyjnej obronie Europy.
Na liście priorytetów, wobec których nie może być oszczędności, jest przede wszystkim profesjonalizacja naszej armii. Zgodnie z programem przyjętym przez rząd latem ubiegłego roku zakłada
ona, że do końca 2010 r. będziemy mieli do 120 tys. żołnierzy zawodowych. Do końca marca MON przedstawi dokładną liczbę żołnierzy, na którą nas stać i którzy są nam niezbędni.
Zakładam, że trudności finansowe MON są przejściowe, a w roku 2011 zaczniemy wychodzić na prostą. Oznacza to przejściowe ograniczenie liczby żołnierzy w latach 2009 – 2010, ale
też poszukiwanie oszczędności w budżecie resortu, aby ci żołnierze byli dobrze wyszkoleni i wyposażeni. Utrzymujemy natomiast nowy system naboru z kwalifikacją w miejsce poboru, aby przyjąć
do armii najlepszych ochotników.
W trakcie trudnych rozmów o dostosowaniu budżetu MON do sytuacji finansowej państwa ustaliliśmy z premierem, że polski kontyngent w Afganistanie pozostanie na obecnym poziomie 1600 żołnierzy.
Przyznaję, że w prowincji Ghazni czekają nas nowe zadania, a przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa w trakcie sierpniowych wyborów prezydenckich. Chcemy w tym celu usprawnić działanie
naszego kontyngentu: więcej żołnierzy będzie uczestniczyło w działaniach bojowych, a mniej zajmie się zabezpieczeniem i wsparciem. Sukces w Afganistanie nie polega jednak tylko na zwiększaniu
liczby żołnierzy. Chodzi także o to, aby dobrze współpracować z lokalnymi przywódcami plemiennymi, skutecznie docierać z pomocą dla potrzebujących mieszkańców prowincji oraz dozbroić
nasz kontyngent dla zapewnienia żołnierzom bezpieczeństwa.
Każdy kryzys może być zarzewiem przyszłego sukcesu. Ani w Krakowie, ani na kwietniowym szczycie Sojuszu w Strasburgu/Kehl nie będzie mowy o przyznaniu Ukraińcom i Gruzinom planu na rzecz
członkostwa (MAP). Musi wystarczyć Roczny Program Narodowy, który jest doskonałym narzędziem dla zacieśniania współpracy obu tych krajów z NATO. Polska niezmiennie wspiera Kijów i Tbilisi
na tej drodze.