Prezydent tłumaczył w wywiadzie dla RMF FM dlaczego najpierw popierał kandydaturę Sikorskiego na szefa Sojuszu, ale potem jednak stwierdził, że "".
>>> Prezydent: Sikorski ma rozdęte ego
". Ale trudno żebym na półtora miesiąca przed decyzją o wyborze, ja powiedział <Nie, on nie ma szans>. Bo wtedy bym mu ewentualny sukces bardzo utrudnił" - wyjaśnia Lech Kaczyński.
>>> Wojna polsko-polska na szczycie NATO
Prezydent wspomina, że kiedy odczas obrad szczytu NATO pojawiła się szansa dla szefa polskiej dyplomacji, chciał z nim rozmawiać. "Kiedy
zobaczyłem maleńkie światełko szansy w tunelu - to była rzeczywiście późna noc - to poprosiłem pana ministra na rozmowę. Ale " - relacjonuje wydarzenia Lech Kaczyński.
>>> Prezydent poparl Duńczyka wbrew rządowi
Dopytywany przez dziennikarzy RMF FM nie chciał jednak sprecyzować na czym polegała niedyspozycja Radosława Sikorskiego. Na pytanie "czy była to niedyspozycja fizyczna",
prezydent odparł, że nie jest lekarzem.
>>> Staniszkis: Szczyt NATO to kompromitacja
Lech Kaczyński docenia jednak poczucie humoru szefa resortu spraw zagranicznych, który na pokładzie samolotu wiozącego polskich polityków na szczyt NATO opowiadał żarty. "" - stwierdził polski prezydent.
Prezydent nadal ma pretensje do przedstawicieli rządu, że nie został poinformowany o tragicznym pożarze w Kamieniu Pomorskim. "" - mówił Lech Kaczyński w RMF FM. I dodał, że "powoływanie się na argument, że prezydent ma swoje służby jest - jakby to powiedzieć - wprowadzaniem opinii publicznej w błąd".
>>> Prezydent ma pretensje do Tuska po pożarze
Lech Kaczyński pytany czy pogorzelisko jest dobrym miejscem do podtrzymywania konfliktu z rządem, odpowiedział: "Wychodzicie państwo z założenia, że prezydentowi nigdy nie wolno nic powiedzieć. Ja tego założenia nie podzielam". Na pytanie, czy nie żałuje tych słów, odparł: "".
>>> Żenująca kłótnia polityków na zgliszczach
Prezydent nie widzi żadnej winy u swoich urzędników. Nie dziwi go, że szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Aleksander Szczygło dowiedział się o pożarze rano z SMS-a, kiedy już wszystkie media o tym informowały. ". Jest umowa między centrum rządowym a BBN dotycząca tego, jakie informacje powinny być przekazywane. I ta umowa nie została dotrzymana" - wyjaśnił Lech Kaczyński.