Dziennik Gazeta Prawana logo

To CBA opiekowało się przetargiem

10 października 2009, 17:05
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
To ABW, CBA i inne służby miały pilnować polskich interesów w przetargu na stocznie - twierdzi rzecznik rządu. Paweł Graś przekonuje, że Biuro, jeśli wiedziało o nieprawidłowościach, powinno czym prędzej iść do prokuratury. A nie rozsyłać dokumenty operacyjne do wicemarszałków Sejmu. Graś dodaje, że czeka jeszcze na przeciek stenogramów podsłuchanych rozmów do "jednej z gazet".

Sprawa dotyczy afery, która zyskała już miano stoczniowej. Dotyczy ona rzekomych .

"Na wyraźne polecenia pana premiera Tuska i z inicjatywy pana ministra Grada przetarg stoczniowy otoczony był przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Centralne Biuro Antykorupcyjne i inne służby odpowiedzialne za pilnowanie ekonomicznych interesów państwa" - podkreślił Paweł Graś. Jego zdaniem, jeśli któraś z tych służb natrafiła na nieprawidlowości, powinna czym prędzej zawiadomić o tym prokuraturę, a nie rozsyłać dokumenty do wszystkich "z szerokiego rozdzielnika".

>>> Czytaj także: Ze stoczni wyprowadzano pieniądze?

"Ten sposób działania i ta zagadkowość świadczy o dwóch możliwościach - albo o skrajnym , albo co gorsze - i na razie ciągle nie chcę w to wierzyć - o otwartym oraz instytucjom tego państwa w obronie odwoływanego Mariusza Kamińskiego. Mam nadzieję, że to tylko ten pierwszy scenariusz" - zaznaczył.

Graś skarżył się także na względem kancelarii szefa rządu. "Wszystko wskazuje na to, że pan premier otrzymał ten materiał dzień później, niż marszałkowie i pan prezydent" - stwierdził. Dodał też, że nie ma pewności, czy obiwe strony dostały te same materiały. "Myślę, że więcej będzie można powiedzieć w poniedziałek. Obserwując ten <ciąg technologiczny> wszystko wskazuje na to, że w poniedziałek " - ironizował. Ocenił, że najprawdopodobniej nie zostały one opublikowane w sobotę, by nie zakłócać uroczystości w Pałacu Prezydenckim dotyczących ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego.

Na pytanie, czy , Graś dodał, że "o żadnych nazwiskach w tej chwili nie można mówić, trzeba poczekać na działania prokuratury w tej sprawie, albo na ".

czytaj dalej

Minister w Kancelarii Prezydenta Władysław Stasiakstwierdził, że nieprawidłowościami przy sprzedaży stoczni należy zająć się bardzo poważnie. "Musi się tym zająć prokuratura, musi się tym zająć Sejm, musi się tym zająć opinia publiczna" - podkreślił. Jego zdaniem, powinna być może powinna powstać komisja śledcza.

"Praktyka pokazuje, że jeśli chodzi o ocenę działań władzy bieżącej, to jednak zwykle komisja śledcza jest narzędziem lepszym niż prokuratura" - powiedział zaznaczając, że niczego w tej sprawie nie chce przesądzać.

W piątek szef Kancelarii Premiera Tomasz Arabski złożył do prokuratora generalnego zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w procesie sprzedaży składników majątku stoczni. Jednocześnie Arabski zawiadomił o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez szefa CBA, który mimo iż miał dowody pozwalające na wszczęcie postępowania karnego ws. sprzedaży majątku stoczni nie przekazał ich prokuratorowi generalnemu.

Pierwsze ma datę 6 października i informuje o niezgodnych z prawem zachowaniach osób pełniących funkcje publiczne w procesie sprzedaży składników majątku stoczni w Gdyni i Szczecinie. Drugie z 9 października jest jego uzupełnieniem. Z obu pism wynika, że w toku prowadzonych przez CBA czynności zgromadzono dowody wskazujące na uzasadnione podejrzenie popełnienie przestępstwa przez wskazane w tych materiałach osoby pełniące funkcje publiczne. Sobotnia "Rzeczpospolita" podaje, że w materiałach pojawiają się nazwiska ministra skarbu Aleksandra Grada i zdymisjonowanego wiceministra gospodarki Adama Szejnfelda.

"Rzeczpospolita" twierdzi, że o wszczęcie śledztwa w sprawie stoczni prosił CBA poseł PiS Zbigniew Kozak. Powoływał się przy tym na pismo szefa Związku Zawodowego Stoczniowiec Leszka Świętczaka, który twierdzi, że wiele składników majątkowych Stoczni Gdynia zostało na niejasnych zasadach przekazanych do spółek córek. Świętczak wskazywał na firmy Europlazma i Euro-Guard, które zostały sprzedane za niewielkie pieniądze, ok. kilkuset tysięcy złotych, osobom fizycznym. Tymczasem zobowiązania wobec tych spółek sięgały kilku milionów. Po przejęciu firm stocznia uregulowała zaległe zobowiązania.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj