"Polska była dla Ukrainy miejscem schronienia"
W opublikowanym w poniedziałek tekście zatytułowanym "Gdy historia rozsadza wojenny sojusz” nadawca ze środkowych Niemiec podkreślił, że Polska i Ukraina od początku rosyjskiej wojny napastniczej są zdane na siebie nawzajem bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Polska była dla Ukrainy miejscem schronienia, węzłem logistycznym, politycznym adwokatem i wsparciem militarnym. Z kolei Ukraina walczy z Rosją nie tylko o własne przetrwanie, lecz pośrednio także o bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO, a więc również Polski - zaznaczył MDR.
Jak wskazał MDR, wystarczyła jedna historyczna nazwa, by wywołać kryzys między Warszawą a Kijowem. Chodzi o decyzję prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, by nadać ukraińskiej jednostce wojskowej imię "Bohaterów UPA” (Ukraińskiej Powstańczej Armii).
Według niemieckiego nadawcy spór położył się cieniem także na Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy (URC), zorganizowanej w zeszłym tygodniu w Gdańsku. Zełenski się na niej nie pojawił, co wzbudziło kontrowersje także w Ukrainie - ocenił MDR.
"Zełenski żywił wielką sympatię do UPA?"
Nadawca uważa za mało prawdopodobne, by sam Zełenski „żywił wielką sympatię do UPA”, i spekuluje, że historia posłużyła w Ukrainie za broń w polityce wewnętrznej. Nadanie nazwy (jednostce) było raczej sygnałem skierowanym do wewnątrz: do nacjonalistycznie nastawionych części armii i do narodowo-liberalnej części społeczeństwa obywatelskiego, która w czasie wojny stanowi wpływową mniejszość - podkreślił.
Zdaniem MDR spór został wykorzystany w polityce wewnętrznej także w Polsce. Prezydent (Karol) Nawrocki wywodzi się z obozu narodowo-konserwatywnego i dzięki twardej reakcji wobec Kijowa może kreować się na obrońcę narodowej godności. Korzysta przy tym z antyukraińskich nastrojów, które nasiliły się w ostatnich latach, podsycane sporem o import zboża, uchodźców, (a także) blokadami granic i ogólnym zmęczeniem wojną - zauważył nadawca. Kwestia rzezi wołyńskiej trafia tu na podatny grunt - dodał.
Rząd Donalda Tuska znalazł się w trudnym położeniu, bo „nie może aprobować ukraińskiej decyzji, a zarazem nie chce naruszać strategicznej współpracy z Kijowem” - podkreślił MDR. Przypomniał przy tym ostrzeżenie Tuska, że „na polsko-ukraińskim sporze o przeszłość korzysta przede wszystkim Rosja”.
MDR ocenił, że początkiem rozwiązania polsko-ukraińskiego sporu mogłyby być praktyczne kroki zamiast polityki symboli, m.in. dalsze ekshumacje miejsc pochówku ofiar rzezi wołyńskiej, wspólna praca historyków, godne miejsca pamięci i język, który nie relatywizuje ofiar. - Dopóki UPA będzie wspominana w zależności od kraju wyłącznie jako symbol bohaterstwa albo wyłącznie jako organizacja sprawców, rana pozostanie otwarta — podsumowano.
Fala krytyki w Polsce
Decyzja prezydenta Ukrainy o nadaniu jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA” wywołała w Polsce falę krytyki. Negatywnie ocenili ją m.in. premier Donald Tusk, wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz i resort dyplomacji. Prezydent Karol Nawrocki poinformował 19 czerwca, że zdecydował o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego, a Zełenski dzień później odesłał swój order do Warszawy za pośrednictwem firmy kurierskiej.
W odpowiedzi na decyzję Nawrockiego Orderu Orła Białego i innych polskich odznaczeń państwowych zrzekło się kilku innych ukraińskich polityków.
Ukraińska Powstańcza Armia pozostaje jednym z najbardziej spornych tematów w relacjach polsko-ukraińskich. Według polskich historyków w lipcu 1943 r. oddziały UPA przeprowadziły skoordynowane ataki na około 150 miejscowości zamieszkanych przez Polaków na Wołyniu, co stało się kulminacją zbrodni określanej w Polsce jako ludobójstwo wołyńskie. Za sprawców uznawani są członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów frakcji Stepana Bandery oraz podporządkowanej jej UPA.
Polska uznaje zbrodnie popełnione na ludności polskiej za ludobójstwo, natomiast wielu ukraińskich historyków i polityków interpretuje je jako element szerszego konfliktu polsko-ukraińskiego, za który odpowiedzialność ponosiły obie strony. Jednocześnie w ukraińskiej pamięci historycznej OUN i UPA są często postrzegane jako symbole walki o niepodległość oraz powojennego oporu przeciwko Związkowi Sowieckiemu.
Studiowała edukację medialną i dziennikarstwo na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego.
W dzienniku pracuje od 2020 roku. Pracowała m.in. w fundacji działającej na rzecz osób starszych przy TV Puls. Zajmowała się tworzeniem informacji, przeprowadzała wywiady na potrzeby spotów reklamowych, pisała reportaże ukazujące problemy społeczne i materialne osób starszych. Tworzyła content na social media, organizowała plany filmowe na potrzeby spotów charytatywnych. Zajmowała się również montażem treści wideo.
W dziennik.pl zajmuje się głównie pisaniem o aktualnych wydarzeniach politycznych, newsowych i gospodarczych.