"Broń atomowa jest najgroźniejszym dziedzictwem zimnej wojny. USA podejmą konkretne działania w stronę świata bez broni jądrowej" - mówił przed rokiem prezydent USA Barack Obama. Ogłoszona przedwczoraj strategia obronna zakłada, że Amerykanie nie użyją atomu nawet w razie ataku z użyciem broni chemicznej bądź biologicznej. Co innego inne państwa. Według nowej doktryny obronnej Rosja nie wyklucza użycia broni nuklearnej także wobec państwa, które nie taką bronią nie dysponuje.

Reklama

Eksperci najbardziej obawiają się jednak rozwoju wydarzeń w państwach spoza tzw. atomowej wielkiej piątki, czyli USA, Rosji, Chin, Francji i W. Brytanii. Wiadomo, że bronią "A" zdatną do użycia dysponują Indie, Izrael i Pakistan, a być może również Korea Płn. Te kraje nawet nie myślą o redukcji własnych zasobów. "Pekin, Islamabad i Delhi systematycznie powiększają swoje arsenały pod względem jakości i ilości" - pisał ostatnio "Bulletin of the Atomic Scientists".

Zwłaszcza Pakistan - państwo toczone przez ekstremistyczną rebelię - spędza sen z powiek ekspertów od bezpieczeństwa. Nieoficjalnie wiadomo, że Amerykanie mają plan na wypadek, gdyby miejsca składowania broni jądrowej zostały zagrożone przez talibów. Wówczas każde z ośmiu takich miejsc - a jedno znajduje się w okolicach Kwetty, uznawanej za bastion ekstremizmu - miałoby być opanowane przez amerykańskich komandosów. To jednak nie jedyna groźba ze strony Islamabadu. Właśnie to państwo najintensywniej współpracowało w dziedzinie atomu z krajami uznawanymi za szczególnie niebezpieczne. Ojciec pakistańskiego atomu Abdul Kadir Chan utrzymywał ścisłe kontakty z Iranem, Libią i Koreą Płn.

Scenariusz, w którym jedno z państw spoza wielkiej piątki sięga po atom, jest realny. "Część ekspertów jest zdania, że podczas wojny Jom Kippur w 1973 r. Izrael zamierzał uderzyć na Egipt z użyciem broni <A>, gdyby Arabowie zajęli Tel Awiw" - mówi nam amerykańska ekspert Jacqueline Shire. Z kolei po zakończeniu zimnej wojny najbliżej rozpętania wojny z użyciem atomu były Pakistan i skłócone z nim Indie. Gdy w 2002 r. doszło do kolejnego wzrostu napięcia w Kaszmirze, przywódca Pakistanu Perwez Muszarraf ostrzegł, że "nie należy oczekiwać wojny konwencjonalnej z naszej strony". "Gdy odpowiemy na taki atak, Pakistanu więcej nie będzie" - odpowiadał minister obrony Indii George Fernandes. "Islamabad jest najmniej obliczalny, ponieważ indyjski potencjał konwencjonalny uważa wręcz za zagrożenie dla swojej egzystencji, podobnie jak Izrael traktuje kraje arabskie" - mówi nam Ian Anthony ze Sztokholmskiego Instytutu Badań nad Pokojem.

Co więcej klub atomowy może się w przyszłości powiększyć. Własny program jądrowy rozwija Iran, a zapewne również Birma i Syria. O ile te państwa napotykają jednak na poważne problemy, o tyle dla dowolnego kraju rozwiniętego skonstruowanie własnej bomby to kwestia miesięcy. I tak np. gdyby gwałtownie wzrosło napięcie na Półwyspie Koreańskim, atomowy program błyskawicznie mogłaby wdrożyć Japonia. Taki krok z kolei mógłby wywołać prawdziwy wyścig zbrojeń - odpowiednią technologią dysponują w regionie także Korea Płd. i Tajwan.

Reklama