Jednak rebelianckie groźby nie odstraszają mieszkańców Konga. Zapowiadają, że nic nie powstrzyma ich, by wreszcie wybrać legalne władze i skończyć z koszmarem wojny domowej. Dlatego, choć grozi im śmierć, przejdą nawet kilkanaście kilometrów, by wrzucić kartkę do urny.
Ich spokoju będą pilnować międzynarodowe siły ONZ. Wśród nich będą polscy żandarmi. Żołnierze obiecują, że przypilnują wszystkich lokali wyborczych, a jeśli ktoś będzie chciał zaatakować zwykłych ludzi, to użyją broni i odpędzą bandytów.
Wojna w Kongu skończyła się trzy lata temu, jednak uzbrojone bojówki wciąż krążą po kraju, atakują wsie, ściągają haracz, mordują ludzi i walczą między sobą. Dlatego nie chcą, by wreszcie wybrano legalne, silne władze. Bo te wreszcie zmuszą bandytów do złożenia broni.