Nowojorska policja zastrzeliła pana młodego gdy nocą, w dzień ślubu wychodził z kolegami z wieczoru kawalerskiego. W kierunku mężczyzn wystrzelili 50 kul. Większość w pana młodego, bo jak twierdzą gliniarze, miał broń. Żadnej jednak nie znaleziono. Wszystko to dziwnie wygląda...
Nieoznakowany wóz policyjny stał akurat pod klubem, w którym trzech przyjaciół świętowało ostatnie kawalerskie chwile jednego z nich. Z jakiegoś powodu, możliwe
że winne były mocne drinki, samochód pana młodego stuknął w bok małej ciężarówki, gdzie siedzieli policjanci. Ci natychmiast wyskoczyli i zaczęli strzelać. Tą wersję potwierdzają
świadkowie.
Pan młody zginął na miejscu, pozostali dwaj mężczyźni ranni i w kajdankach zostali szybko odwiezieni do szpitala. Jeden został trafiony 11 razy, a drugi trzy. Sytuacja na miejscu wydaje się skomplikowana, bo policjanci byli biali a ofiary czarne. Policja mówi, że była broń, ale broni nie znaleziono. Temat brutalności policji wraca jak burza...
Pan młody zginął na miejscu, pozostali dwaj mężczyźni ranni i w kajdankach zostali szybko odwiezieni do szpitala. Jeden został trafiony 11 razy, a drugi trzy. Sytuacja na miejscu wydaje się skomplikowana, bo policjanci byli biali a ofiary czarne. Policja mówi, że była broń, ale broni nie znaleziono. Temat brutalności policji wraca jak burza...
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|