Media w Los Angeles kipią oburzeniem. Dostaje się przede wszystkim policji, bo za późno przyjechała, gdy dwie uzbrojone po zęby bandy ostrzelały się na ulicy pod domem, w którym mieszkała dziewczynka z matką. Policjanci twierdzą, że znają już tożsamość przynajmniej dwóch gangsterów, ale do tej pory nie złapali żadnego. Dlatego apelują do mieszkańców Los Angeles o pomoc w ustaleniu kolejnych.

A sprawa nie jest prosta. Żaden z bandytów nie został ranny, na miejscu strzelaniny nie ma więc śladów krwi, które mogłyby naprowadzić śledczych na trop. Nie ma też świadków, bo wszyscy pochowali się w domach, gdy wybuchła kanonada.

Dziewięcioletnia ofiara wojny gangów przyjechała do USA z Tajlandii. Jak powiedziała jej matka, przeprowadziły się po to, by zapewnić dziewczynce lepszą edukację.