"Nasza armia będzie silna" - przekonywał jeden. "Rosjanie będą bogatsi" - przebijał go drugi. Wicepremierzy Siergiej Iwanow i Dmitrij Miedwiediew rozpoczęli wystąpieniami w Dumie Państwowej wyścig o prezydenturę - pisze DZIENNIK.
Jednak coraz częściej słychać głosy, że obaj przegrają walkę o schedę po Władimirze Putinie. W talii Kremla są już bowiem nowi kandydaci.
Nasi rozmówcy mówią jasno: Putin nie ogranicza się w poszukiwaniach następcy do związanych z Iwanowem "siłowików"-zamordystów i do kremlowskich liberalnych technokratów, których nadzieją jest prawnik Miedwiediew. Nowe nazwiska to oligarchowie: Władimir Potanin, Michaił Fridman i Oleg Dieripaska. Po ośmiu latach putinizmu Kreml się już ich nie boi
"Dzisiejsi biznesmeni są sprawdzeni i podporządkowani władzy" - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM rosyjski politolog Michaił Winogradow. "Doskonale znają granicę poza którą nie można się wysunąć" - dodaje.
Cel możliwej wolty Putina jest prosty - jego imperium to już nie armia i służby specjalne, a wielki biznes. To naftowo-gazowe lobby jest kluczem do rosyjskich wpływów za granicą, zaś względny sukces gospodarczy gwarantuje siłę polityczną rządzącej ekipy. Po sprawie Jukosu Moskwa chce przekonać zachodnich partnerów, że jest przewidywalna w sferze gospodarczej. Nikt nie przekona ich bardziej niż prezydent-biznesmen. Oczywiście warunkiem dla jego rządów jest pozostawienie całego politycznego zaplecza Putina.
Z wyborem oligarchy Kreml ma tylko jeden problem - społeczeństwo, które należy przekonać, że popierając multimiliardera, nie głosuje na "złodzieja", tylko opowiada się za własnym dobrobytem. Zdaniem socjologów, przy obecnych notowaniach Putina, każdy - kogo wskaże - wygra.
Nasi rozmówcy mówią jasno: Putin nie ogranicza się w poszukiwaniach następcy do związanych z Iwanowem "siłowików"-zamordystów i do kremlowskich liberalnych technokratów, których nadzieją jest prawnik Miedwiediew. Nowe nazwiska to oligarchowie: Władimir Potanin, Michaił Fridman i Oleg Dieripaska. Po ośmiu latach putinizmu Kreml się już ich nie boi
"Dzisiejsi biznesmeni są sprawdzeni i podporządkowani władzy" - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM rosyjski politolog Michaił Winogradow. "Doskonale znają granicę poza którą nie można się wysunąć" - dodaje.
Cel możliwej wolty Putina jest prosty - jego imperium to już nie armia i służby specjalne, a wielki biznes. To naftowo-gazowe lobby jest kluczem do rosyjskich wpływów za granicą, zaś względny sukces gospodarczy gwarantuje siłę polityczną rządzącej ekipy. Po sprawie Jukosu Moskwa chce przekonać zachodnich partnerów, że jest przewidywalna w sferze gospodarczej. Nikt nie przekona ich bardziej niż prezydent-biznesmen. Oczywiście warunkiem dla jego rządów jest pozostawienie całego politycznego zaplecza Putina.
Z wyborem oligarchy Kreml ma tylko jeden problem - społeczeństwo, które należy przekonać, że popierając multimiliardera, nie głosuje na "złodzieja", tylko opowiada się za własnym dobrobytem. Zdaniem socjologów, przy obecnych notowaniach Putina, każdy - kogo wskaże - wygra.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|