Przedstawiciele Phenianu, których gościliśmy niedawno w naszym instytucie, twierdzili, że inwazja USA na Irak stanowczo utwierdziła ich kraj w przekonaniu, że nic nie zapewnia nietykalności skuteczniej niż broń jądrowa. W tej sytuacji najbardziej prawdopodobny scenariusz rozbrojenia Phenianu wiąże się z upadkiem reżimu, demokratyzacją i zjednoczeniem obu Korei. Bo na wszczęcie wojny na Półwyspie Koreańskim Ameryka raczej nigdy się nie zdecyduje.
Obietnice wsparcia energetycznego dla atomowego reżimu ogłoszone w Pekinie mogą działać inspirująco na tzw. państwa bandyckie. Nie sądzę jednak, aby północnokoreańska droga sprawiała na nich wrażenie bardzo atrakcyjnej: Korea Północna to dziś kraj kompletnie odizolowany od świata, obłożony sankcjami.
Nie sądzę też, aby Iran poczuł się zachęcony doświadczeniami Phenianu z negocjacji ze społecznością międzynarodową. Tym bardziej że nad Teheranem wisi całkiem realna groźba interwencji militarnej USA lub Izraela. Sankcje ogłoszone przez Radę Bezpieczeństwa ONZ wydają się najlepszą metodą wpływania na sytuację w Iranie.