Ośmiu żołnierzy amerykańskich zginęło, a 14 zostało rannych w katastrofie śmigłowca na południu Afganistanu. Pierwsze komunikaty mówiły, że maszyna runęła na ziemię z powodu awarii silnika. Śmigłowiec spadł w prowincji Zabul, słynącej z aktywnie działających partyzanckich oddziałów talibów.
Rzecznik dowodzonych przez USA sił koalicji, płk David Acetta, przez kilka godzin nie chciał wyjawić, ilu żołnierzy było na pokładzie maszyny i jakiej byli narodowości. Tłumaczył, że mogłoby to zagrozić życiu załogi. Zdradził jedynie, że na miejscu katastrofy są już oddziały ratowników. Udało się im odnaleźć 14 żywych ludzi. Niestety, ośmiu żołnierzy nie przeżyło wypadku.
Niespokojne i wstrząsane walkami południe Afganistanu to cel misji polskich żołnierzy. Już 70 naszych wyjechało tam w ostatnich dniach. Najtrudniejsze zadanie ma przed sobą grupa manewrowa, która na południu Afganistanu - w prowincji Ghazni - będzie pilnować bardzo ważnej drogi z Kabulu do Kandaharu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|